W POSZUKIWANIU TURNER’A

Co jakiś czas ktoś, gdzieś pisze wielką biografię bądź tworzy oscarowy film o artyście minionych czasów. Wybucha wtedy istna …mania na punkcie bohatera. Nagle okazuje się, że tajemniczy do tej pory B miał wspaniałe/straszne życie, był geniuszem swych czasów/niedocenianym przez współczesnych etc. Na fali tej drogi pojawił się Mr. Turner, którego zapowiedź obiecywała ucztę wzrokowo – estetyczną. Nie ukrywam, że jako historyk sztuki czekałam na premierę z zapartym tchem. Bardzo cenię tego malarza, a jego obrazy wręcz uwielbiam, dlatego myśl o ponad 3-godzinnej przyjemności biograficznej była cudowna.
OCZEKIWANIA
Dobry trailer, porywająca muzyka, ekranowe malarstwo. Czy film spełnił oczekiwania? Z ciężkim sercem przyznaję, że nie do końca. Mike Leigh miał pomysł oraz świetnych aktorów (między innymi Timothy Spall w roli tytułowej), ale chyba zabrakło mu odwagi, by pokazać świat artysty, który wyłamał się z angielskiego, sztywnego świata. Artysty, będącego na ustach krytyków, socjologów, społeczeństwa. Jego życie pozostawiało wiele do życzenia. Reżyser próbował to zaakcentować (pojedyncze sceny rodzinne) i już tu byłby pewnie dobrym obiektem do analizy psychologicznej. Jego twórczość to wizje barw, światła, atmosfery, dzięki czemu Turner stał się prekursorem modernizmu. A film?
Niewątpliwie są malarskie odsłony, poetyckie i melancholijne. Fragmenty malowanego płótna przeistaczającego się w krajobraz, czy też sceny samego malarza szkicującego nad brzegiem morza. I rzeczywiście warto to obejrzeć. Jednak niekiedy, gdzieś prawda o Turnerze zanika. Trochę zbyt wiele szarości jak na obraz o człowieku kochającym światło. A przecież jego postać jest jedną z najbarwniejszych w dziejach angielskiej historii sztuki. Podróżnik, wielbiciel morza i gór, artysta, samotnik.
To on wyłamał się z realizmu i idealizmu pejzażowego. Odrzucił ciemna paletę na rzecz żółci, ultramaryny, bieli, różu. Ulotnił formę oraz kształty w atmosferze światła. Na pewno malarstwo było dla niego wszystkim, a jego postrzeganie świata dalece prekursorskie. W jego dziełach odnajdujemy elementy współczesnej sztuki, która niejednokrotnie na nim się wzorowała. W jego obrazach światło na płótnie zastępuje architekturę, a nawet osoby. Przeróżne techniki nakładania farby wzbudzały u jednych podziw, u drugich wzburzenie. Jego świat to czysto malarska wizja, eksperymenty ze światłem słońca i księżyca. To przeniesienie akwarelowych prac na olejne dzieła i potraktowanie ich na równi.
KONTAKT Z DZIEŁEM
Ci, którzy mieli możliwość obejrzenia Turnera na żywo nie zaprzeczą, że prace są niesamowicie pociągające. Większość obrazów znajduję się w Londynie, nieliczne w Stanach Zjednoczonych. Kto może – koniecznie niech zobaczy dzieła geniusza.
A jeśli chodzi o samego Pana Turner’a? Mimo pewnych braków, zawsze warto obejrzeć obraz mający na celu przybliżenie twórczości artysty, który miał swój wielki wkład w historię sztuki. Warto przyjrzeć się świetnej grze Timothy Spall’a – nagrodzonego w Cannes za rolę Williama Turnera. Warto odkryć melancholię płócien, by samemu zagłębić się w bardzo bogaty dorobek „…giganta i rewolucjonisty z wizją godnego jasnowidza” [Mike Leigh]
Mr.Turner, reżyseria Mike Leigh, scenariusz Mike Leigh.
Produkcja Wielka Brytania, Francja, Niemcy.
Dystrybucja United International Pictures Sp z o.o.
Kadr z aktorem na tle obrazu ze zdjęcia wyróżniającego post pochodzi z filmu Mr.Turner



