Filmowe/Teatralne recenzje

NĘDZNICY NA DESKACH TEATRU MUZYCZNEGO W ŁODZI

Nędznicy to epicka opowieść o życiu Jean Valjeana – byłego więźnia, który zmienia się w człowieka dobrej woli, walczącego z niesprawiedliwością i ubóstwem w XIX-wiecznej Francji. Na jego drodze staje nieustępliwy inspektor Javert.  Życie bohatera splata się z losami innych postaci, takich jak nieszczęśliwa Fantine i młody zakochany Marius.

Okres rewolucji oraz buntów francuskich pomimo upływu czasu fascynuje wielu ludzi, w tym także i mnie. Powieść Victora Hugo zabiera nas bowiem w burzliwe czasy wielkich nierówności, trudnych uwikłań losu oraz ludzkich tragedii. Dzieło przeniesione z literatury na medium musicalowe porusza uniwersalne tematy moralne, polityczne i ludzkie pozostawiając widza z głębokim wrażeniem, refleksją. W tle muzyczna sceneria ukazuje społeczną nieprawość, bunt, ale przede wszystkim nadzieję, że miłość i przebaczenie triumfują nad przeciwnościami losu.

Myśląc o Nędznikach przeszywa mnie duch romantyzmu opiewający w przepiękne wartości: wolności, równości i braterstwa. Uwodzi poprzez dawanie nadziei – nadziei na lepsze jutro. Być może naiwne jest to spojrzenie, ale tak bliskie mojej naturze, że na musical Les Misérables w łódzkim Teatrze Muzycznym szłam z konkretnymi oczekiwaniami – ujrzenia desek teatru drżących od energii rewolucji. Niestety nie do końca spotkałam się z pełnym duchem romantyzmu. Czegoś mi zabrakło…

Les Misérables to tytuł, który na każdego miłośnika musicali działa pobudzająco. Adaptacja klasycznej powieści Viktora Hugo ma swoją długą historię. Narodziła się, a jakby inaczej – na paryskiego scenie, dla której pisarz tworzył. Widowisko muzyczne znalazło w krótkim czasie też swoich fanów poza Francją, w tym także i w Polsce. Po warszawskiej i gdyńskiej adaptacji przyszedł czas na tę wyprodukowaną przez Teatr Muzyczny w Łodzi.

Już przy wejściu do głównej sali usłyszałam pierwsze oznaki entuzjazmu wśród licznej widowni. Wiele osób komentowało monumentalną scenografię. Na skrzydłach proscenium ukazano wysokie fasady zniszczonych kamienic. Efekt wizualny niestety zepsuły dla mnie projekcje animacji. Nie wszystkim one przypadną do gustu, choć zdaję sobie sprawę, że znajdą się także jej zwolennicy. Według mnie były całkowicie niepotrzebne, a niestety towarzyszyły one każdej lokacji, niekiedy niszcząc efekt imponującej scenografii. Coś, na co szczególnie zwróciłam uwagę, a stanowiło wartość dodaną była świetna gra światłem. Oświetlenie – niczym dodatkowy aktor na scenie – uzupełniał działania postaci. Efekty wizualne Tomasza Filipiaka i Grzegorza Policińskiego wzmagały intensywność przeżywania przedstawienia. Światło stanowiło kruszonkę na pysznej drożdżówce gry aktorskiej.

A jak wypadli twórcy, którzy przybliżyli nas do Paryża?

Część obsady rzuca się w nasze oczy niczym gwiazdy na nocnym niebie. Ich aktorstwo to nie tylko sztuka udawania, ale czysta eksplozja uczuć. Valjean (Marcin Jajkiewicz), Biskup Digne (Andrzej Orechwo), Thenardier (Marcin Sosiński) i Madame Thenardier (Beata Olga Kowalska) – to nie tylko postacie. To żywe istoty, które poruszają nas do głębi. Na szczególne docenienie zasługują najmłodsi aktorzy. Wykonawcy roli młodej Cosette (Maria Wójcikowska) oraz roli małego ciałem, ale wielkiego duchem rewolucjonisty (Oliwier Chojnacki). Zaprezentowali oni najwyższy poziom umiejętności wokalnych oraz wywołali silne wzruszenie publiczności. W reakcjach widowni można było zauważyć także chwile śmiechu, szczególnie w dialogach komediowych postaci, takich jak Thenardier i jego żona. Ich występy przerywają napięcie, oferując oddech po intensywnych scenach. 

Nie przekonały mnie jednak dwie panie, które wykreowały postaci nieoddające prawdziwej siły tych z pierwowzoru. W Fantine zabrakło delikatności, bijącego światłem promyczka dobra w mroku paryskich ulic. Nie wierzyłam w pełni w jej dobro, w jej miłość do córki – a trzeba uwierzyć w tę postać, by uwierzyć w siłę Nędzników. Mocy przede wszystkim pozbawiona była Eponine, nad czym silnie ubolewam. Najwyrazistsza postać żeńska w powieści Hugo na łódzkiej scenie przeistoczyła się w miałką dziewczynę.   

Muszę przyznać, iż ogrom potęgi to praca orkiestry. Muzyka na żywo zawsze pobudza zmysły. Stanowi jej najwspanialsze dopełnienie. Muzycy pod kierownictwem dyrygent Elżbiety Tomali – Nocuń doskonale zinterpretowali muzykę Claude`a-Michela Schönberga.

Jednak to finałowe oklaski stanowią najbardziej wymowny moment, który charakteryzuje odbiór musicalu. Po spektaklu sala rozbrzmiała gromkimi brawami, a co niektórzy widzowie z trudem opuszczali swoje miejsca pozostając w transie po przeżytym widowisku. Reakcje były zróżnicowane, ale jedno jest pewne – Nędznicy potrafią poruszyć każdego. Pozostawiają ślad w sercach widzów na długo po zakończeniu przedstawienia. Mnie z pewnością momentami dogłębnie poruszył. Ze spektaklu wyszłam wzruszona. Ze świata rewolucji francuskiej do rewolucji dni powszednich wracałam z duszkiem romantyzmu za rękę i z Kiedy śpiewa lud na ustach. 

Karolina Bera

Dziękujemy za możliwość uczestniczenia w przedstawieniu Teatrowi Muzycznemu w Łodzi.

Najbliższe spektakle już w styczniu. Więcej na stronie

https://teatr-muzyczny.lodz.pl/repertuar/les-miserables-19/

error: Content is protected !!