STATUA WOLNOŚCI W PARYŻU

Statua Wolności. Amerykański sen, symbol wolności… Ale czy na pewno? Dlaczego więc mamy Statuę Wolności w Paryżu? Kto o niej tak naprawdę marzył?
MOJE WSPOMNIENIA
Osobiście kojarzy mi się z opowieściami z dzieciństwa, w których słuchałam, jak jej fragmenty pakowano do skrzyń Louis Vuitton, by móc ją przetransportować do Stanów Zjednoczonych. Pamiętam francuskie albumu, gdzie fotografie ukazywały jej fragmenty rozsiane wokół pracowni twórców. Dlaczego więc mówimy o tej nowojorskiej, podczas gdy to Paryż ją stworzył? Co tak naprawdę ma wspólnego dama z Liberty Island ze sztuką francuską? Posłuchajcie opowieści.
HISTORIA Z PRZESZŁOŚCI
Wszystko rozpoczęło się w Colmar w 1834 roku, gdy na świat przyszedł Frédéric Auguste Bartholdi. Czy tak potoczyłaby się jego kariera, gdyby w młodym wieku nie przeniósł się z rodziną do Paryża? Tego nie wiemy. Jednak niewątpliwie stolica otworzyła przed nim artystyczne możliwości. Od początku fascynowała go monumentalna sztuka Egiptu oraz klasyczna, grecka harmonia. Podróż do Afryki pogłębiła tą fascynację. Wystartował w konkursie na pomnik, który miałby stanąć u wejścia do Kanału Sueskiego. Kobieta z ręką wyciągniętą ku górze bardzo przypomina jego późniejszy projekt, który już wtedy miał w głowie Bartholdi. Projekt Latarni morskiej został jednak odrzucony. Może właśnie dzięki temu, artysta jeszcze mocniej skupił się na nowym przedsięwzięciu. Rozpoczął pracę nad dziełem swego życia, jak to niebawem miało się okazać.
Wraz z Édouardem René de Laboulaye – francuskim politykiem, rozmyślali o projekcie symbolizującym wolność, równość, demokrację. La liberte eclairant le monde (tłum: Wolność opromieniająca świat), miała stanąć w Ameryce. W kraju, który oferował tysiącom imigrantom z Europy nowy świat. Witając ich u wodnych bram Nowego Jorku miała stanowić symbol nadziei. złożony hołd i upamiętniać 100-lecie uzyskania niepodległości przez Stany Zjednoczone. W roku 1871 Bartholdi wybrał się do Stanów, by osobiście nakłaniać do zbierania funduszy na projekt. Tam także odkrył miejsce, które wybrał na docelowe dla swojego dzieła.
Wszystko brzmiało bardzo ładnie. Zapał przyjaciół, talent artysty, wielkie słowa. Jednak kto miałby to finansować? Skąd zebrać takie fundusze? Pieniędzy na takie pomniki nie było zarówno w kasie francuskiego jak i amerykańskiego rządu. I tutaj narodził się marketing!
PARYŻ
Wyobraźcie sobie XIX-wieczny Paryż. Niską zabudowę kamienic, przebudowy, rosnącą w tle Wieżę Eiffla… i pracownię odlewni Gaget-Gauthier et Cie przy Rue de Chazelles w XVII dzielnicy. To właśnie tam, ponad dachami codziennie widać było pracujących artystów. To właśnie tam, można było obserwować rosnącą ku górze sylwetkę kobiety z koroną na głowie. Tłumy mieszkańców chętnie zaglądało do Bartholdiego. Taka przyjemność także kosztowała, co zwiększało pulę potrzebną na wykonanie pomnika. Chętnie pozwalał na to, ba nawet wykonał makiety poszczególnych fragmentów rzeźby z miniaturowymi postaciami swoich pracowników, by każdy miał świadomość wielkości projektu. Ale to, co miało przynieść fundusze dopiero nastąpiło.


GAGET CZYLI GADŻET
Twórcy postanowili stworzyć małe kopie, które sprzedawane byłyby w całym Paryżu. Z jednej strony każdy mógłby mieć swoją nowojorską damę we własnym domu, z drugiej zaś przyczyniłby się do pomocy w realizacji projektu. I tak, tysiące kopii powędrowało przez świat zanim oryginał stanął w USA. Czy stąd pochodzi słowo gadżet?
Ale nie tylko finanse były problemem?
Rzeźba była tworzona z miedzi. Jej środek pozostał pusty, a przecież miała stać na wyspie atakowanej przez wody, wiatry, sól. Początkowo do pracy został zatrudniony Viollet-le-Duc. Jednak po jego śmierci w 1879 na scenie pojawił się kolejny francuski mistrz – Gustave Eiffla. Twórca, już dobrze znany, zaprojektował i wykonał konstrukcję trzymającą rzeźbę. Nie był jednak zadowolony? Nie dlatego, że nie podobało mu się jego dzieło, ale… to dzieło zostało przykryte przez pracę Bartholdiego!
TRANSPORT DO NOWEGO JORKU
Statua została ukończona. Zapakowana w wspomniane wcześniej skrzynie od Louis Vuitton trafiła na statek udający się do Ameryki. Ale nie było przywitania z fajerwerkami. Wielki kraj nie miał pieniędzy na postawienie cokołu, na którym stanąć miała rzeźba. I co teraz? Rozwiązanie przyniósł węgierski imigrant – Joseph Pulitzer. Wówczas już wydawca gazety, ogłosił ogólnokrajową zbiórkę. Zebrał ponad 100 tysięcy dolarów!
Wyspa Liberty Island mogła przyjąć dar Francuzów.
TAJEMNICE STATUI WOLNOŚCI
Do dziś krążą legendy – kim jest tajemnicza kobieta? Jedni mówią, że ma twarz matki artysty. Drudzy, że to ówczesna kochanka. Inni dopatrują się podobieństwa do Sary Coblenzer, żony Adolpha Salmona, a jeszcze niektórzy, że to kobieta, która istniała tylko w o głowie twórcy. Zagadką są niektóre elementy. Co oznaczają zerwane kajdany przy stopach? Czy artyści ukryli masońskie symbole? Wiadomo, że sam Bartholdi wstąpił do Loży masońskiej w roku 1875, a więc może coś w tych przypuszczeniach jest prawdą?
Niezależnie od opinii, teorii i historii, trzeba przyznać, że jeden z najważniejszych symboli Ameryki nie powstałby, gdyby nie Francuzi. Sztuka Europy przeniosła się do nowego świata.
STATUA WOLNOŚCI W PARYŻU
Ale wiecie, gdzie w Paryżu możecie znaleźć kopie La statue de la Liberté?
Chyba najbardziej popularne są dwie. Jedna znajduje się na pięknej Wyspie Łabędzi Île aux Cygnes przy Pont de Grenelle. Ma tylko (aż) 11,5 metra, podczas gdy oryginał to 93 metry z cokołem i 229 ton! Druga jest we wnętrzach Musée d’Orsay – oryginał z Jardin du Luxembourg, w którym to znajduje się kopia, czyli nasza trzecia Statua. Czwartą zobaczycie w Musée des Arts et Métiers.
Ale to nie koniec? Kto wie, gdzie jest piąta?
Jest jeszcze znane miejsce, choć dziś bardziej upamiętnia tragiczną śmierć księżnej Diany w 1997 w Paryżu. To właśnie pod Flamme de la Liberté ofiarowanym Francuzom przez Amerykanów w 1989, wydarzył się wypadek.
Jak tylko będziecie w stolicy Francji to zachęcam do poszukania dzieł Bartholdiego i Eiffla. Statua Wolności w Paryżu czeka na Wasze odkrycie…



