NATALIA ROSIAK W ROZMOWIE O SYCYLII I JEJ WYSPACH

Pełne barwnych zdjęć i przede wszystkim ogromnej wiedzy, którą autorka nam przekazuje. Książki Natalii Rosiak to istne encyklopedie wiedzy o Włoszech, ale – co warto podkreślić –  pisane szczególnie pięknie. Jej najnowsza pozycja Wyspy wokół Sycylii. Kraina wiatru i wulkanów to okazja do kolejnego naszego spotkania i rozmowy.

Zapraszam do lektury, która przeniesie Was do ciepłych i różnorodnych wysp południowych Włoszech.


M.L.S.: Pani Natalio po raz pierwszy rozmawiałyśmy w 2023 przy okazji premiery pierwszej książki Italia. Kraina kontrastów i różnorodności. Włochy północne. Od tamtej pory pojawiała się druga Italia. Kraina kontrastów i różnorodności. Włochy Południowe. A dziś spotykamy się po premierze trzeciej – Wyspy wokół Sycylii. Kraina wiatru i wulkanów. Trzy lata i trzy książki… Wspaniała ilość…

N.R.: Dziękuję bardzo. To były niezwykle intensywne trzy lata ciężkiej pracy, zarówno przy biurku, jak i w terenie. Gdyby jeszcze nic złego się u mnie nie działo, byłoby łatwiej. Niestety, w trakcie prac nad drugą książką zmagałam się z poważnymi problemami zdrowotnymi, natomiast w finale prac nad trzecią niespodziewanie odeszła moja ukochana terierka Gucia, co rozsypało mnie emocjonalnie na wiele miesięcy. Mam nadzieję, że przy pracach nad czwartą częścią już nic złego mnie nie spotka i nie spowolni. Mam wrażenie, że Czytelnicy najbardziej czekają właśnie na Sycylię – wyspę Sycylię, gdyż podzieleniem regionu administracyjnego Sycylia na dwa tomy zaskoczyłam absolutnie wszystkich.

M.L.S.: Tym razem pokazuje nam Pani wyspy wokół Sycylii, którą jak Pani niejednokrotnie pisze – uwielbia. Czy w takim razie największa z wysp będzie taką wisienką na torcie i jej zadedykuje Pani czwartą pozycję?

N.R.: Dokładnie. Książka o Sycylii będzie dopełnieniem serii i jednocześnie najważniejszą z moich dotychczasowych publikacji, do której małymi krokami przygotowuję się od jedenastu lat. Będzie też zwieńczeniem 25 lat intensywnego odkrywania tej jakże pasjonującej krainy, stworzonej wspólnie przez naturę i człowieka na największej wyspie Morza Śródziemnego.

M.L.S.: Porozmawiajmy chwilę o aktualnej książce. Muszę przyznać, że jestem niezwykle zaskoczona bogactwem natury, historii, kultury, które Pani ukazuje. Jak wyglądał proces odkrywania tych skarbów?

N.R.: Przede wszystkim był rozłożony w czasie. Od pierwszej, jednodniowej wycieczki na Wyspy Liparyjskie wiele lat temu do ostatniej przed wydaniem książki podróży po Wyspach Liparyjskich i Wyspach Pelagijskich upłynęło piętnaście lat. Odwiedzałam wyspy w różnych terminach – od kwietnia po listopad, w pełni sezonu turystycznego, po sezonie i w pandemii, gdy mimo lata i wysokich temperatur niewiele atrakcji było dostępnych. Podróżowałam statkami i samolotami, małymi łodziami, skuterami, wynajętymi samochodami, ale najwięcej przemierzyłam pieszo, wspinałam się, walczyłam ze strachem, dwukrotnie znalazłam się nawet w realnym niebezpieczeństwie podczas chodzenia po górach – na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Rozmawiałam z ludźmi, studiowałam mapy, czytałam tablice informacyjne i książki o niektórych wyspach, napisane przez lokalnych znawców, ale poza tym musiałam zdać się na własne doświadczenia z podróży i własne materiały. To bardzo niszowy temat, nieliczne informacje opublikowane w internecie pełne są błędów merytorycznych i to często w kwestiach bardzo podstawowych. Jednym słowem nie było szans, abym nie wiedząc czegoś otworzyła internet i sobie „doczytała”. Nawet fragmenty dzieł francuskich podróżników z XVIII i XIX wieku – Aleksandra Dumasa i Jean-Pierre’a Houela – które cytuję w rozdziałach o Wyspach Liparyjskich, zostały po raz pierwszy przetłumaczone na język polski właśnie na potrzeby tej książki. Samo tłumaczenie było ogromnie czasochłonne, a to przecież tylko kropla w morzu pracy.

M.L.S.: Każda z tych wysp jest inna i wyjątkowa. Która zajmuje szczególne miejsce w Pani sercu?

N.R.: Trudno wybrać jedną – tak naprawdę mam trzy ulubione wyspy, akurat po jednej z trzech archipelagów, które (wraz z dwoma samotnymi wyspami) składają się na wyspy wokół Sycylii. Wśród Wysp Liparyjskich moje serce najgłośniej bije na Alicudi, wśród Wysp Egadzkich na Marettimo, a wśród Wysp Pelagijskich na kompletnie w Polsce nieznanej Linosie. Tak się składa, że każda z nich to ta najmniej popularna, najdziksza z całej swojej grupy, lecz idealna dla introwertyka kochającego przyrodę oraz ciszę i spokój.

M.L.S.: Wydaje się, jakby niektóre z nich stanowiły całkowicie odrębny świat, niekiedy wręcz zapomniany…

N.R.: Bo tak właśnie jest. To niesamowite, że takie małe okruchy lądu potrafią być tak odrębnymi światami z totalnie niezrozumiałą dla nas mentalnością. Przykładowo wyspy Alicudi i Filicudi – małe, odległe, położone w miarę blisko siebie, łączone ze sobą w każdej wycieczce dla turystów zmierzającej w tym kierunku. Można by pomyśleć, że żyją do pewnego stopnia w symbiozie, a tymczasem społeczności te niezbyt się lubią. Mieszkańcy Alicudi nie jeżdżą na Filicudi, ponieważ w ich mniemaniu Filicudari pozwolili popsuć swoją wyspę, gdyż dopuścili do… budowy drogi dla samochodów! Na Alicudi – rzecz jasna – takiej drogi nie ma, ale i możliwości jej wybudowania brakuje; ludzie poruszają się tam wyłącznie pieszo, a towary transportowane są na grzbiecie muła. Nam mieszkającym w wysoko rozwiniętej cywilizacji to się nie mieści w głowie.

M.L.S.: Czy zwiedzając poszczególne wyspy trzeba być przygotowanym na zaskoczenia, na nietypowe sytuacje, na całkowitą zmianę planów?

N.R.: Jak najbardziej, to wręcz podstawa dobrej organizacji podróży po wyspach. Pogoda w tym przypadku jest kluczowa i wcale nie mam na myśli deszczu, który psuje widoki, tylko warunki na morzu, które są w stanie pokrzyżować wszelkie plany i nikt nic na to nie poradzi. Dlatego nowością w tej książce jest obszerny dział organizacyjno-praktyczny, w którym szczegółowo omawiam wszystko, co trzeba wiedzieć, by dobrze się przygotować do podróży. Całość tego działu powstała wyłącznie w oparciu o moje osobiste doświadczenia, nie tylko pozytywne.

M.L.S.: Czy podróżowanie po nich w samotności jest możliwe? Czy będziemy czuć się wówczas bezpieczni?

N.R.: Oczywiście, że jest możliwe. Ja podróżowałam samotnie po wszystkich spośród Wysp Liparyjskich, po Ustice oraz po Wyspach Egadzkich. Nigdy nie czułam się zagrożona przez drugiego człowieka czy zwierzę, a te niebezpieczne sytuacje, o których wspominałam wcześniej, wynikały wyłącznie z warunków pogodowych i moich własnych błędnych decyzji. Mało tego, to właśnie na wyspie Panarea pierwszy raz w życiu odważyłam się złapać autostop. Wprawdzie nie było to niczym wymagającym odwagi, gdyż tam – w miejscu posiadającym jedną wąską drogę dla skuterów i meleksów – po prostu nie dałoby się mnie gdzieś wywieźć i skrzywdzić, ale to był jakiś przełom mentalny.

Oczywiście w parze jest zawsze bezpieczniej, szczególnie chodząc po górach. Ja z racji, że nie byłam tam na typowych wakacjach, tylko w celu gromadzenia materiałów, musiałam kilkukrotnie odważyć się na więcej niż pozwalał na to zdrowy rozsądek, jak choćby wtedy, gdy wspięłam się na stożek wygasłego wulkanu sięgający prawie 1000 m n.p.m. w listopadzie, spędzając samotnie w gęstym lesie ponad sześć godzin i doświadczając na szczycie nagłego załamania pogody – niemal zerowej widoczności i drastycznego spadku temperatury. Dziś oczywiście nie żałuję, miałam więcej tematów do opisywania, ale mogło to się dobrze nie skończyć.

M.L.S.: Opisuje pani Lampedusę, która rzeczywiście ostatnimi laty kojarzy się z nielegalną imigracją i problemami związanymi z tym zjawiskiem. Natomiast u Pani ona wygląda zupełnie inaczej. Czy to jest jakiś sposób na jej odczarowanie?

N.R.: Tak. Bardzo mi zależało, aby pokazać Czytelnikom, że prawdziwy obraz Lampedusy nie ma nic wspólnego z tym, co pokazują serwisy informacyjne. Oczywiście to prawda, że na wyspę przypływają łodzie z migrantami, a czasem jest ich na tyle dużo w krótkim czasie, że na chwilę powstaje sytuacja kryzysowa. Jednak ci ludzie na wyspie nie zostają. Po udzieleniu im podstawowej pomocy medycznej są odwożeni do portu i przewożeni w głąb Włoch. Nie ma tutaj obozów dla migrantów. Paradoksalnie na Lampedusie prawie nie spotykałam czarnoskórych mieszkańców. Na Sycylii procent społeczeństwa pochodzenia afrykańskiego jest znacznie większy niż na tej wysepce położonej bliżej Czarnego Lądu niż Europy, krzywdzonej przez media poszukujące sensacji, które odstraszają w ten sposób zagranicznych turystów. Bo Włosi przybywają tutaj bardzo chętnie.

Na co dzień Lampedusa jest bardzo fajną, bezpieczną wyspą, na której miłośnicy piaszczystych, niemal białych plaż i turkusowej wody znajdą wspaniałe warunki do wypoczynku, a smakosze potraw bazujących na rybach i owocach morza dobrze zjedzą. Nie ma zabytków ani zachwycającej roślinności, co jest efektem błędów popełnionych przez pierwszych kolonizatorów, lecz jeśli nie zależy nam na zwiedzaniu, to będzie to destynacja idealna na krótkie wakacje.

M.L.S.: Czy rozpoczynając wędrówkę po wyspach wokół Sycylii miała już Pani w planach tworzenie książki?

N.R.: Nie, do głowy mi nawet to nie przyszło. Po raz pierwszy odwiedziłam kilka z tych wysp w 2010 roku, gdy nawet nie świtał mi pomysł na pisanie o Włoszech i założenie bloga Italia by Natalia. Dopiero jesienią 2019 roku, gdy wybierałam się na Wyspy Liparyjskie na trzytygodniową wyprawę, wpadłam na pomysł, by napisać typowy przewodnik po tym archipelagu i wydać go w formie ebooka. Plany pokrzyżowała mi pandemia, ale jak to zwykle w życiu bywa – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Temat poczekał, dojrzał, został rozszerzony o pozostałe wyspy oraz nowe doświadczenia z Eolie, a przede wszystkim o zmienię koncepcji z przewodnika na książkę podróżniczą, by finalnie ukazać się w pięknej, papierowej formie, okraszonej niemal 300 kolorowymi, unikalnymi zdjęciami. Wszystkie są autorstwa mojego lub mojego męża.

M.L.S.: Gratuluję Pani naprawdę wyjątkowej pracy.

N.R.: Dziękuję bardzo. Jestem niezwykle dumna z tej publikacji, która jest pierwszą – nie tylko w Polsce, ale i na świecie – książką podróżniczą poświęconą wszystkim wyspom wokół Sycylii i tylko im; czymś zupełnie innym niż dotychczasowe doklejanie z kronikarskiego obowiązku zdawkowych informacji do przewodników po Sycylii. O Rzymie czy Wenecji można przeczytać setki książek, ale o tych wyspach jest tylko jedna. Mam poczucie, że wniosłam coś absolutnie unikatowego do świata miłośników Italii.

M.L.S.: Teraz więc czekamy na drugi tom?

N.R.: Tak, choć nic więcej na razie nie zdradzę.

M.L.S.: Bardzo dziękuje za rozmowę.

N.R.: Ja również dziękuję.


Za książki dziękujemy autorce oraz Wydawnictwu LUNA

Strona autorki: https://italia-by-natalia.pl/blog-o-wloszech/

error: Content is protected !!