HELEN GARNER „MAŁE PRELUDIA”

Jak wiecie nie ma u nas zbyt często beletrystyki, ale jeśli już się pojawia i chcemy Wam coś polecić – to z pełnym przekonaniem. Tak jest właśnie w przypadku niewielkiej (ale tylko rozmiarowo) pracy Helen Garner. To autorka australijska, która może nie być jeszcze znana polskiemu czytelnikowi. Małe preludia są bowiem pierwszą książką przetłumaczoną na nasz język (ukłony dla Kai Gucio, która ma na swoim koncie kilkadziesiąt przekładów dzieł).
HELEN GARNER
Garner jest osobą niezwykle cenioną w świecie literackim. Wielokrotnie była nagradza, w tym między innymi nagrodami Walkley Award, Ned Kelly Award, National Book Council Award, Australia Council Award. Była dla mnie zaskoczeniem i mam nadzieję, że na rynku wydawniczym w Polsce pojawią się kolejne jej prace.
Wróćmy jednak do naszego omawianego dzieła. Książka idealna jest na długie wieczory spędzone jeszcze na świeżym powietrzu, kiedy gorące, zachodzące słońce dodaje naszym zmysłom dodatkowych bodźców. One potęgują emocje dostarczane przez lekturę. Tak, jak napisał The New York Times:
Opowieści Garner przypominają pocztówki […] Sceny mijają, jakbyśmy oglądali je z pociągu. Chwilowe, dalekie i kuszące swym pięknem.
ZAUROCZENIE
Czytając, miałam przed oczami niektóre dzieła Edwarda Hoppera emanujące tą niewyobrażalną ciszą i samotnością. Książka budzi uśpione pokłady obrazów z filmów czy też malarstwa, które gdzieś już widzieliśmy. Zatapiamy się z każdym słowem w kadry spotkane przed laty, ale z drugiej strony wchodzimy w relację osób będących dla nas czymś zupełnie nowym. Garner zaprosiła nas do świata intymności namalowanego niczym impresjonistyczne pociągnięcia pędzla. Do tego dołączyła muzykę – trudną oraz wymagającą. Bach towarzyszy tutaj poszczególnym scenom. Staje się niczym drugoplanowa postać. Ma wpływ na bohaterów. Ma wpływ na nas.
Ujmujące, czasem niezwykle wręcz duszne rozmowy i spotkania, których jesteśmy świadkami, wciągają nas. Wszystko dzieje się w gronie tych kilku osób: Athena, Dexter, Elizabeth, Vicki, Philip, Billy – trzy kobiety i trzech mężczyzn. Połączy je siła i stanie się ogniwem działań. Niespodziewane spotkanie przebudzi ich, ujawni skrywane dotąd uczucia i żądze.
Ta poezja tekstu pozwala na całkowite oderwanie się od tu i teraz. Poprzez relację łączącą nas za pomocą słów z bohaterami stajemy z boku nas samych. Literacka fikcja przenika się z rzeczywistością przeżytą. To powieść doświadczenia i wtopienia się w serce, dusze, zmysły.
Nie jest książką łatwą i wesołą, choć przyznać trzeba, że czyta się ją niezwykle szybko, gdyż cały czas pragniesz dowiedzieć się, co będzie dalej (dlatego pochłonęłam ją w jeden wieczór). Nie jest przeznaczona także dla każdego – chyba trzeba trochę przeżyć, by móc poczuć te uczucia, którymi kierują się bohaterowie. Jest na pewno jednak pozycją wyjątkową.
Małe preludia są piękne – tak po prostu i bez zbędnych ozdobników, zupełnie w ten sam sposób, w którym zostały napisane.
Za książkę Helen Garner Małe preludia, dziękujemy wydawnictwu CYRANKA



