THOMAS SCHLESSER W ROZMOWIE O „OCZACH MONY”

OCZY MONY nas zachwyciły. Przeniosły w świat sztuki i piękna prostego kontaktu z drugim człowiekiem. Ukazały terapeutyczną moc malarstwa.

Dlatego z przyjemnością przedstawiamy Wam wywiad z autorem – Thomasem Schlesserem, z którym rozmawiamy o kulisach powstania książki i jego odbiorze sztuki.

Magdalena Leszner-Skrzecz: Przede wszystkim bardzo dziękuję za chęć rozmowy. Gratulujemy tak wspaniałej książki, która przenosi nas w świat sztuki. Porozmawiajmy więc o „OCZACH MONY”.

Pisze Pan wręcz poetycko. Sztukę malarstwa poznajemy przez sztukę słowa. Nie jest to naukowy wykład z historii sztuki, a przepiękny język…

Thomas Schlesser: Napisałem wiele esejów na temat historii sztuki. Byłem kuratorem wystaw i napisałem dziesiątki artykułów do katalogów, sympozjów oraz czasopism naukowych. Ale to jest powieść dla niezwykle szerokiego grona czytelników. To wprowadzenie do życia poprzez sztukę i historię sztuki, coś więcej niż tylko wprowadzenie do historii sztuki.

M.L.S. Czy poruszona historia jest zaczerpnięta z życia?

T.S. To projekt, do którego zmotywowała mnie bolesna osobista historia: „nie-pojawienie” się dziecka i jeśli nie masz nic przeciwko, nie powiem nic więcej na ten temat.

Spędziłem więc 10 lat pisząc tę książkę, wymyślając małą dziewczynkę, którą wychowam poprzez tę historię – Mona ma w powieści 10 lat. Jest idealną wnuczką, o jakiej można marzyć: psotna, ciekawska, skromna, inteligentna, zabawna, silna, ale krucha. Tajemnicze zło wisi nad nią: może oślepnąć. To napięcie między bardzo ujmującymi cechami, którymi emanuje, a niebezpieczeństwem czającym się za rogiem, mam nadzieję nadaje powieści smak.

M.L.S. Jak wyglądał więc proces tworzenia książki?

T.S. Zacząłem tę powieść w 2013 roku, po trudnym osobistym epizodzie, w którym poczułem potrzebę stworzenia niezwykłej małej dziewczynki, której przytrafia się zarówno to, co najgorsze, czyli choroba i zagrożenie, jak i to, co najlepsze, czyli inicjacyjne doświadczenie sztuki z fascynującym dziadkiem.

Zadziwiające, że na napisanie tej powieści czekałem aż dziesięć lat po mojej pierwszej, wydanej w 2003 roku. Dziesięć lat zajęło mi dokończenie historii, która jest właśnie historią dziecka w wieku… lat dziesięciu. Lubię pisać od czasu do czasu, ale czułem, że aby troszczyć się o tą historię i ją pielęgnować muszę dać jej potrzebny czas na rozkwit.

M.L.S. Wybór dzieł, które poznajemy nie jest przypadkowy. Czy to są dla Pana szczególne dzieła sztuki?

T.S. Dałem sobie ograniczenia w wyborze prac, a te 52 prace odpowiadają jednemu roku otwierającemu „lekcje życia”. Początkowo miałem pomysł na około sto prac, ale chciałem znaleźć właściwą równowagę między dobrze znanymi dziełami, takimi jak Mona Lisa, a bardziej kameralnymi, mniej popularnymi. Tak, aby czytelnik czuł się zarówno uspokojony, jak i znalazł się poza utartym szlakiem.

M.L.S. Dziecko niewątpliwie patrzy inaczej na świat dorosłych. Inaczej patrzy też na sztukę – prosto, z czystym sercem. Co Pana ujmuje w odbiorze sztuki przez dziecko?

T.S. Moje pierwsze estetyczne wrażenie (i nie mówię tu o zabawie) pochodziło z gier wideo w połowie lat 80-tych na Commodore 64, Atari 520 St lub Amidze. Moje zainteresowanie malarstwem przyszło dość późno: obowiązkowa wizyta w Musée d’Orsay, gdy miałem 18 lat i przy tej okazji fascynacja (początkowo bardziej intelektualna niż emocjonalna) Gustave’em Courbetem. Gwoli ścisłości, nigdy nie kształciłem się w historii sztuki. Zamiast tego uczęszczałem na kursy literatury i historii na uniwersytecie. Ale kiedy rozpocząłem pracę nad doktoratem w 2002 roku, zostałem poproszony o nauczanie historii sztuki studentów pierwszego roku i musiałem nauczyć się podstaw, aby móc je przekazać! Uczyłem się więc ucząc innych, od kiedy skończyłem 25 lat…

Myślę więc, że oczywiście wszyscy mamy różną wrażliwość na sztukę przez całe swoje życie. Myślę też, że dzieci są o wiele bardziej wrażliwe na pewne rzeczy niż dorośli – w miarę odkrywania własnych emocji, łatwiej pozwalają sobie na konfrontację z pięknem lub grozą świata. Dlatego ważne jest, aby uczyć je, każde na swój sposób, kontemplacji sztuki, która istnieje w naszym społeczeństwie.

Jednym z odbiorców, do których szczególnie kieruję tę książkę, oprócz dziadków, którzy mogą ją czytać ze swoimi wnukami, są nastolatki i młodzi dorośli, którzy szukają wprowadzenia do sztuki, historii, filozofii, literatury – w rzeczywistości nauk humanistycznych. Jest to powieść, w której jest historia i historie, a chronologia jest w tym przypadku ważna. Narracja zapewnia zwięzły przegląd.

Internetowa encyklopedia Wikipedia stała się narzędziem popularyzacji, które nie rozróżnia ignorancji od wiedzy. Cały czas zadawałem sobie te pytania: nie zacznę wyjaśniać, czym jest rzeźba, ale właśnie czym jest alegoria.

Dla dobra Mony, Mona Lisa jest obrazem na drewnie, a nie na płótnie, o czym wiele osób nie wie…

M.L.S. Wydaje się, że te dzieła są tak różne, że nie znajdziemy w nich wspólnych elementów. A jednak Pan odnalazł wspólny mianownik – łączy je życie…

T.S. Doszedłem do wniosku, że jedność czasu (jeden rok) i miejsca (Paryż) była potrzebna, aby zachować poczucie tragedii powieści, aby nie rozcieńczać fabuły w dzienniku podróży. Stąd skupienie się na trzech muzeach (Luwr, Orsay, Beaubourg), o mniejszej skali chronologicznej i geograficznej. Następnie, Henry w zależności od spójności postaci, a nie ja, dokonał wyboru. Zrozumiałe jest więc, że nie ma wielu wspólnych tematów między pracami: żaden z nas nie mógł wybrać tylko jednego stylu sztuki do kompilacji. Ponieważ Henry je wybrał, odzwierciedlają one dla niego to, co najpiękniejsze na Ziemi.

M.L.S. Terapia poprzez sztukę, poprzez odwiedzanie muzeum, to już jedna z dziedzin psychoterapii. Czy zapoznał się Pan z muzeoterapią? Czy przy pisaniu książki korzystał Pan z doświadczenia psychologów, terapeutów?

T.S. Nie badałem tego tak bardzo, ponieważ sam nie jestem ekspertem w dziedzinie psychologii. Jednak w pełni doceniam i popieram pomaganie ludziom w leczeniu emocjonalnym poprzez sztukę i muzea – to jest dokładnie to, co Henry robi z Moną.

M.L.S. Książka jest ujmująco smutna, gdyż porusza Pan wątek choroby, śmierci, starości. A jednocześnie jest niezwykle optymistyczna, pełna nadziei. Ostatnie słowa Mony to przecież:

„Jak tu wszędzie jest pięknie, jak pięknie jest wszędzie tam”

Pozostawia więc Pan czytelnika z niezwykłym przesłaniem o wartości upływającej ze sztuki…

T.S. W naszych ciemnościach nie ma wyznaczonego miejsca dla piękna. Wszystko jest dla piękna. Zastanówcie się proszę nad zdaniem francuskiego poety René Chara napisanego podczas walk w partyzantce podczas II wojny światowej.

M.L.S. Jest Pan dyrektorem Fundacji Hartung-Bergman, profesorem na Politechnice, wykładowcą. Sztuką żyje Pan na co dzień. Co Panu daje obcowanie ze sztuką?

T.S. Historia sztuki pozwala nam spojrzeć na nasz świat przez pryzmat dzieł sztuki i myślę, że to jedna z największych zalet tego przedmiotu: pomaga nam mieć logiczny i analityczny umysł. Ciągłe zadawanie pytań jest tym, co robi dla mnie otaczanie się sztuką. Myślę, że ciągłe obcowanie z różnymi rodzajami sztuki może pomóc nam kwestionować siebie i otaczający nas świat, a to sprawia, że się rozwijamy.

M.L.S. „Oczy Mony” są Pana debiutem literackim. Czy spodziewał się Pan takiego międzynarodowego sukcesu? Czy planuje pan kolejne prace literackie?

T.S. Wciąż nie potrafię w pełni wyjaśnić sukcesu tej książki, zwłaszcza za granicą. Kiedy składałem manuskrypt do wydawcy, nie miałem takich ambicji. Pracowałem nad tą książką przez 10 lat, więc samo jej ukończenie było dla mnie osiągnięciem. Cieszę się, że historia Mony trafiła do tak szerokiego grona odbiorców i nie mógłbym sobie życzyć lepszego wyniku dla tego dzieła, które jest tak bliskie mojemu sercu.

W tej chwili, w związku z moją pracą i promocją książki, nie mam czasu myśleć o tym, co dalej. Być może będziemy musieli poczekać kolejne 10 lat…

M.L.S. Bardzo dziękuję za rozmowę.


Za książkę OCZY MONY oraz kontakt z autorem Thomasem Schlesserem dziękujemy bardzo Wydawnictwu Literackiemu

Naszą recenzję książki znajdziecie tutaj:

https://sztukazapisana.pl/oczy-mony-opowiesc-nie-tylko-o-sztuce/

error: Content is protected !!