GEORGES DE LA TOUR

W 2025 w kameralnych wnętrzach paryskiego muzeum Jacquemart-André rozpoczęła się wyjątkowa wystawa dzieł artysty, który jeszcze nie tak dawno pozostawał w cieniu mistrzów. Dziś można śmiało powiedzieć, że twórczość Georges de La Tour’a to całkowicie nowatorskie spojrzenie na sztukę. Co więcej, gdy powstała w wieku XVII-tym wzbudzała zachwyt samego króla francuskiego.
Musée Jacquemart-André
Przestrzeń dawnej rezydencji małżeństwa Edouarda André i Nélie Jacquemart od lat jest miejscem „intymnych” spotkań ze sztuką. Kilka sal staje się wówczas oderwaną od rzeczywistości enklawą odbiorcy oraz jedynego mistrza. Bez zbędnego hałasu, ferii barw, blichtru poznajemy prace twórców, którzy powoli wychodzą z cienia (wystarczy przypomnieć wystawę Artemisii Gentileschi czy Jean-Honoré Fragonarda). Z dala od wielkich gmachów muzealnych stolicy, Jacquemart-André zaprasza do przekroczenia swych progów, by w XIX-wiecznych apartamentach podziwiać prawdziwą sztukę.
Georges de La Tour na wystawie w Paryżu
Georges de La Tour gości w Paryżu po latach zapomnienia. Niewielkie muzeum przy Boulevard Haussmann prezentuje większość jego dzieł. Problem z istniejącymi i zaginionymi pracami, a także liczne kopie, wykonywane zarówno przez niego samego jak i przez innych malarzy, niewątpliwie nie ułatwia dokumentacji i archiwizacji prac. Jednak trzeba przyznać, że wystawa bardzo przybliża jego drogę na szczyt. Wędrujemy z dziełami dziennymi i nocnymi, którymi zyskał przecież niewątpliwą sławę. Możemy całkiem z bliska obejrzeć oraz poczuć atmosferę stworzoną na płótnie.
Podczas kolejnych spojrzeń przypomniałam sobie mój pierwszy zachwyt nad La Tour’em jakieś dwadzieścia lat temu. Nie mogłam wyjść z podziwu tej skromności i ciszy. Przypominał swym klimatem Vermeera, a światłem Caravaggia. Jednak miał coś takiego w sobie, co przyciągało jak magnes. Wówczas niestety jeszcze nie było tylu publikacji poświęconej jego twórczości. Dopiero po latach powróciłam do malarza, pisząc jeden z tekstów poświęconych twórczości wyjątkowego, intymnego malarza w epoce szalejącego Ludwika.

Tajemnica Georges’a de La Tour’a
Jak to się jednak stało, że malarz rozchwytywany w swojej epoce został zapomniany przez kolejne stulecia?
W różnych częściach Francji odkrywano raz na jakiś czas nowe płótna. Przypisywano je jednak barokowym mistrzom. Pojawiały się nazwiska Murilla lub Velazqueza. Hippolyte Taine, XIX-wieczny historyk sztuki, przypisywał je braciom Le Nain. Dopiero w 1915 roku niemiecki historyk sztuki Hermann Voss rozpoczął erę badań nad malarzem. Już w 1934 zaprezentowano w Paryżu na wystawie Peintres de la Réalité 12 dzieł artysty. Pięćdziesiąt siedem lat później w Orangerie goście mogli cieszyć swe zmysły wystawą monograficzną. Do obecnej wystawy w Musée Jacquemart-André, największym wydarzeniem była wystawa w latach 1997-98 w paryskiej Galeries Nationales du Grand Palais. Nadal nie znamy zapewne wszystkich prac. Nadal de La Tour pozostaje tajemniczy i skryty. Lotaryński mistrz, którym zachwycamy się jest dla Francji niczym Vermeer dla Niderlandów. Zaginione prace, falsyfikaty, chwile zapomnienia…
Wyjątkowy album monograficzny
W 2023 roku Wydawnictwo Jedność zaprezentowało wyjątkowy album La Tour, który sam w sobie stanowi dzieło. Opowieść o artyście zaprezentowana przez Jean-Pierre’a Cuzin wzbogacona zbiorem reprodukcji najwyższej jakości, podkreśla rangę twórczości malarza. Książka ukazuje jego drogę od pierwszych prac, poprzez królewski dwór, aż do zapomnienia. Autor opracowuje warsztat malarski zyskujący swą ostateczną koncepcję, charakterystyczny sposób modelowania postaci, uchwycenia światła i cienia, psychologiczne ujęcie bohaterów uwiecznionych na płótnie. Merytorycznie przynosi całą wiedzę na temat artysty. Graficznie jest muzeum monograficznym zamkniętym na kartach. Wydany iście po królewsku przywodzi na myśl doskonałe zbiory wydawnicze minionych lat.


Tematyka dzieł lotaryńskiego malarza
Patrząc na dzieła George da La Tour’a widzimy cały świat. Religijna wrażliwość w prostocie kompozycji ujęła swym pięknem samego króla Ludwika XIII. Gdy w kraju odradzał się duch chrześcijaństwa, lotaryńska kontrreformacja pojawiła się w Paryżu w osobie samego malarza. Jego duch nasiąknięty wiarą, która przecież musiała wejść na swe odpowiednie tory po czasie reformacji, stała się wyznacznikiem dzieł wychodzących z spod ręki mistrza. Sen Świętego Józefa, Narodzenie, Pokłon Pasterzy, Chrystus i dwunastu Apostołów, Święty Hieronim, Hiob oraz aż cztery wersje Świętej Magdaleny.
Z drugiej strony mamy prace o tematyce świeckiej: Jedzący groch, Zapłata, Oszust, Scena u wróżki, Kobieta z pchłą, Lirnik. Z drobiazgowością, z misternością godną średniowiecznych mnichów ukazują szczegóły urody, ubioru, detali przedmiotów. Zachwycają. Zostawione na drugim krańcu względem nokturnów zaskakują swą śmiałą tematyką.
Nieodkryte karty malarza
Georges de La Tour pozostawił wiele tajemnic. Jedną z nich jest ilości kopii pierwotnych obrazów, które tworzył na zamówienie. Doskonałość pierwowzoru uruchamiała lawinę kolejnych prac. Inną są jego nokturny – niezwykłe i pomimo podobieństw do prac powstających w warsztatach malarskich całej Europy – całkowicie nie do sklasyfikowania.
Najważniejsza tajemnicą jest postać samego mistrza, o którym wciąż nie wiemy wszystkiego. Niewątpliwie jednak album Jedności pokonuje milowy krok w tej kwestii. Zapoznamy się tam z całą dotychczas znaną historią malarza oraz wszystkich prac, które są mu przypisywane. To historia barwna, zaskakująca, budząca wiele emocji. Do dziś przecież znajdą się krytycy, dla których de la Tour nie jest wybitnym mistrzem, uważając go za naśladowcę Caravaggia. Do dziś znajdą się Ci, którzy go nie znają i poznać nie chcą. Dla mnie natomiast jest niezastąpiony, a obcowanie z dziełami w paryskim muzeum oraz w zaciszu swego domu z albumem La Tour, stanowi prawdziwą ucztę intelektualno-estetyczną.
Powolne czytanie książki, a także delektowanie się niuansami dzieł sprawia, że malarz odsłania przed nami kolejne karty. Czeka nas zapewne jeszcze wiele niespodzianek. Może nowe odkrycie zaginionego dzieła, ukrytego listu, dokumentu w zakurzonym archiwum? To, co wiemy dotychczas wystarczy, by się nim zachwycić. Spójrzmy na Georges’a de La Tour’a…

Dziękuję Wydawnictwu Jedność za egzemplarz recenzencki albumu La Tour



