PODRÓŻ DO SMAKOWITYCH WŁOCH

Myślicie już o wakacjach? Mamy dla Was całkiem ciekawą propozycję. Zabieramy Was do Włoch razem z naszymi gośćmi – Agnieszką Tiutiunik i Przemysławem Pozowskim – autorami dwóch książek o smakowitej Italii. Stolik dla dwojga. Włoskie miasta i miasteczka, a także Ciao, Italia! Włoskie miasta i miasteczka 2 to interesujące pozycje z zakresu literatury podróżniczej. Zaprosiliśmy więc ich twórców do rozmowy.
Zapraszamy na wywiad, po którym poczujecie głód… nie tylko kulinarny.


Magdalena Leszner-Skrzecz Zacznijmy od samego początku. Dlaczego Włochy? Co Państwa urzekło w tym kraju?

Przemek Pozowski: Trochę w tym przypadku. Po prostu do Włoch pojechaliśmy na nasz pierwszy wspólny wyjazd i tak zostało. To było Bergamo, gdzie bardzo spodobało nam się Città Alta, czyli położone na wzgórzu, otoczone murami weneckimi stare miasto. Do dziś, gdy przechodzimy pod jedną z miejskich bram w Bergamo, ozdobioną symbolem Wenecji – skrzydlatym lwem, uśmiechamy się i sami nie możemy uwierzyć, że coś, co zaczęło się kilkanaście lat temu, doprowadziło do kolejnych kilkudziesięciu wyjazdów, założenia instagramowego konta @tavolo_per_due (Stolik dla dwojga), a potem wydania dwóch książek o włoskich miastach i miasteczkach.

Agnieszka Tiutiunik: A we Włoszech urzekają nas ludzie. Otwarci, bezproblemowi, pomocni. I oczywiście piękno architektury czy dizajnu. Tam nawet zwykłą focaccię pakują w starannie zaprojektowany papier. To samo, jeśli chodzi o wszelkie szyldy restauracyjne czy sklepowe. Poczucie smaku, nie tylko tego kulinarnego, wydaje się czymś naturalnym, czymś, z czym człowiek we Włoszech po prostu się rodzi.

M.L.S.  Podróżują Państwo po Italii? Jak najlepiej wybrać trasy i miejsca docelowe, by poczuć prawdziwą kulturę, duszę i serce Włoch?

PP: Najczęściej pociągiem. Samochód wypożyczamy raz na 10 lat (uśmiech). TrenItalia ma swoje wady, bo nie zawsze jest punktualne, składy bywają pomazane graffiti, a w toalecie potrafi zabraknąć mydła. Niemniej bilety kosztują parę euro, pociągi kursują często i za ich pomocą można zwiedzić wiele interesujących miast i miasteczek. No chyba, że trafi się strajk, wtedy nic nie wiadomo.

AT: My Włochy zwiedzaliśmy też korzystając z autobusów – to przede wszystkim na Sardynii i Sycylii, gdzie dostanie się pociągiem w interior nie jest łatwe. I z rowerów – na przykład pedałując z Grado we Friuli-Wenecji Julijskiej do Akwilei, niegdyś miasta potężnego, a dziś słynącego z mozaiki z IV w. W Veneto rowery to też popularny środek transportu, ale już w samej Wenecji, w historycznym centrum, jest zabroniony.

M.L.S Który region jest Państwu najbliższy?

AT: Mamy z tym problem, bo często jest tak, że najbliższy staje się ten, z którego właśnie wracamy. Tak było na przykład z Abruzją, w się zakochałam, gdy pojechaliśmy przez lotnisko w Pescarze do Chieti. To miejsce, gdzie morze i wysokie góry dzieli kilkadziesiąt kilometrów. Nieodkryty i niezadeptany przez turystów. Z pięknymi pejzażami, zachwycającą przyrodą i niezwykle życzliwymi ludźmi, o których pisaliśmy w naszej pierwszej książce Stolik dla dwojga. PP: A w takim Rocca Calascio można się poczuć jak w Tybecie. Cisza. Wielka cisza. Choć ja wybrałbym pewnie bardziej północny region, na przykład Lombardię – też trochę ze względu na różnorodność. Blisko są góry, ale i jeziora: Como, Iseo, Garda, nad którymi nawet jesień jest wyjątkowa.

M.L.S. Kiedy postanowili Państwo przełożyć swoje opowieści w słowo pisane? Kiedy powiedzieliście – czas na książkę?

PP: Najpierw robiliśmy coraz dłuższe opisy na Instagramie, bo stwierdziliśmy, że nie interesuje nas wrzucanie zdjęć dla samego wrzucania zdjęć. Słowem: nigdy nie czuliśmy się jakimiś instagramerami, influencerami, czy jak to zwać.

AT: Konto zaczęliśmy prowadzić, bo chcieliśmy mieć pamiątkę z naszych wspólnych wyjazdów, miłych chwil, do których moglibyśmy wracać w zimowe dni w Warszawie, gdy ciemno robi się po 15:00. Z czasem dostawaliśmy jednak coraz więcej pytań o to, gdzie pojechać, gdzie się zatrzymać, gdzie zjeść. Początkowo od znajomych, potem coraz częściej od osób, których w realu nigdy nie spotkaliśmy. Gdy przestaliśmy się wyrabiać z odpisywaniem na wiadomości przez media społecznościowe, pomyśleliśmy, że dobrym rozwiązaniem byłoby wydanie ebooka opisującego nasze włoskie podróże. Jednak – ponieważ jesteśmy z pokolenia lat 80. i cenimy sobie książki drukowane – stanęło na tym, że spróbujemy wydać książkę na papierze.

PP: Naszą propozycją natychmiast zainteresowało się Wydawnictwo Bezdroża i tak powstał Stolik dla dwojga. A gdy okazało się, że cały nakład szybko się sprzedał i potrzebny był dodruk, dostaliśmy propozycję napisania drugiej części książki. I tak mamy także Ciao, Italia!.

M.L.S. Państwa przewodniki to chyba przede wszystkim podróż kulinarna?…

AT: Owszem, jeździmy do Włoch między innymi po to, żeby posmakować tamtejszej kuchni, poodkrywać kolejne dania, tak różne właściwie w każdym regionie. Natomiast nasz książki to nie są przewodniki kulinarne. Kuchnia to tylko niewielka część tego, o czym piszemy. Piszemy o ludziach, miejscach, kulturze, sporcie, o nas samych, a raczej o naszych włoskich doświadczeniach, zaskoczeniach, zauroczeniach.

PP: I te książki to chyba nie do końca przewodniki. Raczej inspiratory. Na zasadzie: a nuż komuś spodoba się to, jak opisaliśmy – powiedzmy – Brescię i postanowi pojechać tam i odkryć ją na własną rękę. Klasyczne przewodniki kojarzą nam się z poradnictwem, a my nie lubimy wchodzić w rolę Wujka Dobrej Rady. Po prostu zapraszamy do naszego stolika. Jeśli ktoś ma ochotę z nami usiąść, w miejscu raczej niezobowiązującym, jest nam bardzo miło. Jak komuś przeszkadza rytualne wycieranie talerza pieczywem, czyli tzw. włoska la scarpetta, to się raczej nie dogadamy. Podobnie jak z kimś, kto uważa, że aby pisać o Włoszech musimy mieć doktorat filologii romańskiej albo męża Włocha. A najlepiej mieszkać tam od iluś tam lat. Podróżujemy po naszemu, po stolikowemu. Kuchnia jest więc ważna, ale to tylko część życia i naszych książek.

M.L.S. Smaki Włoch to?

PP: Oliwa. To szczególnie na południu. Bo już rejony północne wchodzą w masło jak… w masło. Tam, gdzie morze, jemy ryby i owoce morza. Tuńczyka z grilla, makarony z vongolami, czyli takimi małymi małżami, same małże, a na Sardynii także bottargę, czyli sprasowaną ikrę z tuńczyka lub cefala – tamtejszy specjał. Sycylia pachnie cynamonem, bo są tam wpływy arabskie. I smakuje pistacjami – czy to na pizzy czy w deserach, bo lody pistacjowe to tam jakiś obłęd. W Neapolu króluje pizza, w Abruzji mięsne szaszłyki arrosticini i fasolka. I moglibyśmy tak wymieniać dalej region po regionie, miasteczko po miasteczku, bo kuchnia Włoch jest tak różnorodna jak Włochy, które zjednoczyły się przecież dopiero w drugiej połowie XIX w.

AT: Ale jest jedno danie, a właściwie deser, który Przemek zawsze zamawia, niezależnie w której części Włoch jesteśmy. To tiramisu. A jeżeli miałabym znaleźć coś, co jest wspólnym mianownikiem dla całych Włoch, to będzie to zamiłowanie do prostych i dobrej jakości składników.

M.L.S. Dzielicie się Państwo swoimi obserwacjami? Co Państwa najbardziej zaskoczyło u Włochów?

AT: Skala życzliwości, z którą się spotykamy na naszych wyjazdach, co chyba osiągnęło apogeum w Abruzji, gdzie ludzie stereotypowo uchodzą za silnych i życzliwych – forto e gentile. Kierowca miejskiego autobusu podwiózł nas pod hotel, bo właśnie kończył kurs, inna pani skasowała za nas swoje bilety, bo automat w autobusie był tylko na monety, a my mieliśmy tylko karty, kelnerka, gdy tylko się rozpadało, kazała brać z baru parasolkę i jej nie oddawać.

PP: Choć wszystkich przebiła chyba staruszka z Pelestriny, która pożyczyła mi rower swojego męża, bo stwierdziła, że sklep, o który pytałem, jest za daleko, by iść do niego na piechotę. To oczywiście skrajnie pozytywne przykłady, ale oczywiście Włosi bywają też zmęczeni turystami i nie zawsze mają serce na dłoni. Natomiast ich bezproblemowość niezmiennie sprawia, że jadąc tam na kilka dni, odpoczywamy od czasami nieznośnego napięcia odczuwanego w Polsce.

M.L.S. W przewodnikach nie brakuje jednak miejsc kultury. I to nie tylko tych najbardziej popularnych jak Rzym, Florencja czy Wenecja. Wspominają Państwo o Atrani, Ortonie, Levanzo i wielu, wielu innych pięknych miasteczkach. Czytając o nich mamy wrażenie, że każde miejsce we Włoszech ma swoje skarby.

AT: Na pewno! I Włosi, jak nikt inny, potrafią to pokazać, bo są ze swojej kultury szczerze i nie na wyrost dumni. Wiele z tych miasteczek odwiedzali znani i mniej znani artyści. Scanno w Abruzji to na przykład miasto fotografów, urzekło choćby Henri Cartier-Bressona. We wspomnianym Atrani tworzył Esher. I tak można by wymieniać.

PP: Ale wcale nie trzeba wchodzić do muzeów czy kościołów, by trafić na sztukę. Ostatnio w Sermonecie, to kawałek od Rzymu, odkryliśmy piękne, wielowiekowe freski. Na klatce schodowej jednego z mieszkań, które mieściło też zakład fryzjerski. Fryzjerka nam otworzyła, powiedziała: „popatrzcie sobie” i wróciła do swojej roboty.

M.L.S. Włochy to także literatura. Piszecie o Gombrowiczu, Muratowie etc. Jakich włoskich autorów Państwo czytacie? Jakie lektury możecie polecić naszym czytelnikom?

PP: Czytamy dużo o Włoszech, choć niekoniecznie tylko włoskich autorów. Ostatnio na tapecie jest Ciao, Goethe Jacka Cygana, napisana lekko i ze swadą, a zarazem niezwykle erudycyjna podróż tego poety śladami słynnego niemieckiego pisarza. A Agnieszka czyta o Palermo – to akurat książka angielskich autorów: Andrew Edwards i Suzanne Edwards. Oczywiście do naszych klasyków należą książki Roberto Saviano, te o ciemnej stronie Włoch, mafii, Neapolu. W tych klimatach świetny reportersko jest też Sycylijski mrok Petera Robba.

AT: Połknęłam też wszystkie książki Eleny Ferrante, dwa tomy sycylijskiej sagi o rodzinie Florio Stefanii Aucii. Lubię czytać fabułę z miejsc, gdzie akurat jesteśmy lub byliśmy. A na stare lata odkryliśmy kryminały i nadrabiamy Camilleriego, książki Donny Leon i Maurizio de Giovanniego, który kryminalne zagadki umieszcza w przedwojennym Neapolu.

M.L.S. 10. pytanie jak 10 must see lub mus test we Włoszech?

  • Karczoch po żydowsku w Rzymie,
  • Michał Anioł we Florencji
  • Mecz S.S.C. Napoli w Neapolu,
  • Spacer Ścieżką Bogów po Wybrzeżu Neapolitańskim,
  • Biennale w Wenecji,
  • Spacer po dachu fabryki Fiata w Turynie,
  • Mortadella w Bolonii,
  • Jesienny spacer we mgle nad jeziorem Como,
  • Szklaneczka asinello (osiołka), czyli genueńskie aperitivo.
  • Obiad u Fabia w apulijskim Alessano.

M.L.S. Bardzo dziękuję za rozmowę


Dziękujemy za książki

Agnieszka Tiutiunik i Przemysław Pozowski, Stolik dla dwojga. Włoskie miasta i miasteczka

Agnieszka Tiutiunik i Przemysław Pozowski, Ciao, Italia! Włoskie miasta i miasteczka 2

Wydawnictwu Bezdroża

error: Content is protected !!