WENECJA RENATY PAWŁOWSKIEJ

W ten zimowy czas, gdy za oknem mróz i biały śnieg, my przenosimy się do cudownie magicznej Wenecji. Z przyjemnością zapraszam do lektury rozmowy z Renatą Pawłowską, autorką książki Wenecja, moja miłość, która z miłością opowiada o tym zaczarowanym mieście na wodzie oraz swoim życiu na włoskiej ziemi.


Magdalena Leszner-Skrzecz: Tym razem Wenecja. Dlaczego ona? Dlaczego właśnie ten rejon Włoch wybrała Pani na swój dom?

Renata Pawłowska: Nie wybrałam Wenecji, to ona wybrała mnie. Ścieżki losu.

Do Wenecji przywiodła mnie miłość. Nie był to wyjazd za pracą czy nauką, wyemigrowałam za miłością mojego życia. Tak się złożyło, że na wakacjach w Polsce poznałam przystojnego Włocha, który zawrócił mi w głowie. Miłość, która zaprowadziła mnie w nieznane.

Italia to dla mnie taka adopcyjna matka, która wiele mnie nauczyła. Bardzo wymagająca. Jej język i kultura wryły się na zawsze już w moją tożsamość i sposób myślenia. Prawda jest taka, że to, co obdarzymy miłością, zawsze może stać się naszym domem od serca. Czasem jadę do ukochanego Wrocławia, do rodziny, do tej inaczej zielonej trawy, lasów i sentymentalnych wspomnień z młodych lat, ale gdy wracam, to wracam do siebie. Włochy stały się moim prawdziwym domem. Tu przynależę i tu czuję się na miejscu. Tu najlepiej czuję harmonię i połączenie ze wszechświatem. Przez większość mojego życia mieszkam we Włoszech. Niedługo minie 30 lat.

M.L.S. Życie codzienne w mieście na wodzie wcale nie jest takie łatwe. Cały transport odbywa się kanałami, mamy tutaj nawet zakaz używania rowerów. Praca, dom, szkoła, przedszkola, zakupy… Jak to wygląda dla mieszkańca.

R.P. Nie jestem Wenecjanką i prawdopodobnie prawdziwy Wenecjanin postrzegałby mnie jako obcą. Chociaż nie mieszkam w Wenecji, często ją odwiedzam, więc czuję się kompetentna, żeby udzielić krótkiej odpowiedzi. Codzienne życie w Wenecji niesie ze sobą szereg wyzwań i korzyści, które wykraczają poza romantyczny wizerunek często kojarzony z miastem laguny. To wyjątkowe połączenie codziennych praktyk ukształtowanych przez wodę, bogatą historię, turystykę i gęstą tkankę miejską. Doświadczenie w dużej mierze zależy od miejsca zamieszkania (centrum wyspy, Giudecca, Tronchetto, Lido, Mestre) oraz od osobistej tolerancji na tłumy, wilgoć i logistykę. Na pewno codzienna rzeczywistość życia w Wenecji nie jest usłana różami! Życie tutaj bywa momentami bardzo trudne i męczące, ale jednocześnie to właśnie te trudności czynią je wyjątkowym i fascynującym. To proces ustępstw.

Zalety są oczywiste proste: piękno, sztuka, wyjątkowość, dostęp do ukrytych zakątków, małe sekrety, które miasto skrywa przed turystami. Bliskie relacje z architekturą i historią: muzea, galerie sztuki, wystawy, zabytki, bogaty kalendarz wydarzeń kulturalnych. W Wenecji miłośnicy szeroko pojętej sztuki nie mogą się nudzić. Życie tu zapewnia pewien poziom przynależności do klubu, dumę z trudnych doświadczeń i z miasta, które nazywa się domem.

Dla wielu Wenecjan woda jest raczej elementem tożsamości kulturowej niż nowością. To arteria komunikacyjna, tożsamość, źródło wszystkiego. Woda jest tym, co podtrzymuje Wenecję przy życiu. Niestety, oprócz zalet, mieszkanie w Wenecji wiąże się również z licznymi wadami. W mieście niewiele jest ofert pracy poza sektorem turystycznym. Tymczasem koszty utrzymania stale rosną, co sprawia, że codzienne życie staje się coraz bardziej niepraktyczne dla mieszkańców. Rynek mieszkaniowy stał się brutalny w ostatnich latach, zwłaszcza dla miejscowych. Niektóre dzielnice są pochłaniane przez turystykę, a płace nie nadążają za kosztami życia. Większość Wenecji to hotele lub drugie domy należące do Europejczyków mieszkających gdzie indziej. Populacja miasta wciąż się kurczy. Przez co niektóre usługi miejskie (szkoły, część opieki medycznej, a ostatnio nawet sklepy spożywcze) podupadają.  

Co więcej, podstawowe usługi, artykuły spożywcze i transport, mogą być droższe niż w innych włoskich miastach. To sprawia, że życie w Wenecji jest kosztowną opcją, która może być poza zasięgiem finansowym wielu osób. Jednym z największych wyzwań związanych z życiem w Wenecji jest radzenie sobie z powodziami i przypływami, które okresowo nawiedzają miasto. Acqua alta, czyli „przypływ”, może powodować powodzie w nisko położonych obszarach miasta, utrudniając codzienne życie mieszkańcom. Chociaż miasto rozwinęło systemy obronne, rozwiązania te bywają kosztowne i nie zawsze skuteczne, przez co mieszkańcy muszą radzić sobie z nieoczekiwanymi siłami natury. Kolejnym wyzwaniem związanym z życiem w Wenecji jest konieczność radzenia sobie z tłumami turystów, które zalewają miasto przez większą część roku. Ale wszystko też zależy od okolicy, w jakiej się mieszka. Wąskie uliczki i mosty mogą być zatłoczone przez tłumy turystów, co utrudnia mieszkańcom poruszanie się po mieście. Co więcej, wzmożony ruch turystyczny może prowadzić do utraty autentyczności i spokoju, które kiedyś decydowały o wyjątkowym charakterze Wenecji.

Przyczyny nadmiernej turystyki w Wenecji są złożone i wielorakie, a wiele podobnych problemów pojawia się w miastach takich jak Barcelona, Reykjavik i Dubrownik. Turystyka generuje dwa zjawiska, które utrudniają życie. Pierwsze to gwałtownie rosnące ceny. Wszystko kosztuje więcej niż zwykle, więcej niż powinno i więcej niż jest warte. Mam na myśli podstawowe artykuły pierwszej potrzeby: chleb, wodę, sos pomidorowy, dżem itp. Drugie zjawisko to zamykanie firm dla mieszkańców. To problem, z którym Wenecjanie i stali rezydenci desperacko walczą. Krótko mówiąc, piekarnie są zamykane, aby zrobić miejsce np. kantorom wymiany walut – firmom dla turystów.

To samo dotyczy niektórych zabytkowych barów, zakładów fryzjerskich i wszystkich innych biznesów, które istniały przed pojawieniem się turystyki. Wiele z nich jest sprzedawanych zagranicznym przedsiębiorcom (zwłaszcza chińskim), którzy przekształcają je w restauracje, hotele, sklepy ze słodyczami i tym podobne. Jedzenie w restauracjach, produkty w sklepach, a nawet muzyka w barach – wszystko to zaspokaja gusta turystów, a nie potrzeby lokalnej społeczności. Rynek pracy maleje, ponieważ pracodawcy stopniowo przenoszą się na stały ląd z powodu gwałtownie rosnących czynszów, co prowadzi do monokultury gospodarczej, w której dominuje jedna branża, w tym przypadku turystyka.  

Głównym środkiem transportu jest chodzenie pieszo; może to być wygodne, jeśli to lubisz, ale jeśli jesteś przyzwyczajony do robienia zakupów w hipermarketach i robienia zapasów na dwa tygodnie, Wenecja może być nieco kłopotliwa. Wenecja jest wygodna dla tych, którzy są do niej przyzwyczajeni.

Podsumowując – życie w Wenecji to kompromis: wyjątkowa atmosfera kulturowa i niepowtarzalny krajobraz równoważone są niedogodnościami takimi jak powodzie, turystyka czy logistyka. Woda jest zarówno atutem miasta, jak i głównym codziennym wyzwaniem; to, czy mieszkańcy się nią znudzą, zależy od indywidualnych priorytetów i tego, jak bardzo cenią sobie niepowtarzalny charakter miasta ponad komfort i wygodę.  

M.L.S. Ale jednocześnie trzeba przyznać, że jest w tym wszystkim jakaś magia. To tak, jakbyśmy przenieśli się w odległą przeszłość. 

R.P. Wenecją jestem zafascynowana już od dawna — dokładnie od momentu, kiedy pojechałam tam po raz pierwszy. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek mogła się znudzić tym wspaniałym miastem. Wracam do niej jak do nałogu. Czasem myślę — a może to już zbyt wiele, może lepiej byłoby poznać jeszcze coś innego? A jednak wsiadam do pociągu i jadę do Wenecji.

Wszystkie te słynne pałace i kościoły wzdłuż Canale Grande są same w sobie cudowne, ale widok wody uderzającej o ich progi to widok, który trzeba zobaczyć, żeby się naprawdę zachwycić! Ci, którzy kochają Wenecję, wiedzą, dlaczego. To miasto oniryczne, romantyczne, bajkowe, gdzie można się zatracić w ciszy i ponadczasowej atmosferze. Może to historia, architektura, muzea, jedzenie, a może ludzie. Wenecja ma w sobie coś wyjątkowego, co czyni ją inną i niepodobną do żadnego innego miejsca, które do tej pory widziałam. Nie ma takiego drugiego miejsca na świecie.

M.L.S. Turysta przybywa najczęściej, by spędzić tu jeden dzień i zobaczyć Plac świętego Marka z Bazyliką, Most Rialto i Canal Grande. A przecież Wenecja ma do zaoferowania znacznie więcej…

R.P. Tak, bo większość ludzi, gdy słyszy Wenecja, to myśli o tych najbardziej znanych miejscach. W Wenecji są to właśnie te, które Pani wymieniła. Jednak jest to tak bogate i pełne historii miasto, że – jak zawsze powtarzam – nie wystarczy życia, aby je całe poznać. Wenecję można zwiedzać latami. To miasto wymagające czasu. Wielu zatrzymuje się tu na kilka godzin i nie widzi nic poza słynnymi zabytkami – Mostem Rialto, Pałacem Dożów i Placem Świętego Marka. Kupuje kilka drobiazgów i jedzie do następnego miasta. Takich turystów jest mnóstwo, ale jeśli ktoś chce lepiej poznać jakieś miejsce, zgłębić je, to nie może tego zrobić bez wcześniejszego przygotowania. Zwyczajnie byłoby to marnowanie czasu.  Według mnie nie można zrozumieć Wenecji bez wiedzy. Nie chodzi o siedzenie nad książkami, ale o niezbędne minimum, bo z historią stykamy się tutaj na każdym kroku.  

Jak wskazuje tytuł mojej książki Wenecja, moja miłość, kocham to miasto. Tytuł nie jest przypadkowy, to miasto, do którego z niewygasającym oddaniem wracam często.  Moja szeroka wiedza na temat Wenecji spowodowana jest miłością do tego miasta oraz ciekawością, które jest zawsze we mnie, ale nigdy nie jest ślepa. Mimo iż darzę ją ogromnym sentymentem, potrafię dostrzec jej wady. Nie kocham Wenecji, ponieważ, lecz kocham ją pomimo! Moja książka to w pewien sposób na (ponowne) jej odkrycie. Myślę, że wielu z nas, wielbicieli miasta, odnajdzie się w tych nastrojach. Niewątpliwie Wenecja potrafi rozgrzać serca turystów, zapewnić wspaniałe wspomnienia, niektórzy wielokrotnie do niej wracają, bo przyciąga ich jak magnes. 

Co poleca Pani jako takie perełki Wenecji, które zazwyczaj nie są znane?

Wystarczy krótki rejs vaporetto z Placu Św. Marka, by znaleźć się na wyspie Giudecca oferującej wytchnienie od tłumów i wspaniałe widoki na miasto. Jeśli lubimy się poszwendać po sklepach niebędących standardowymi sieciówkami. Znaleźć tutaj można sklepy z wnętrzarskimi inspiracjami, knajpy i kawiarnie. To dobre miejsce, żeby poobserwować i wczuć się w rytm miasta. Nigdy nie wiadomo też, na jakie perełki się trafi. Giudecca zachwyca również autentycznymi lokalami serwującymi świeże owoce morza.

Na koniec polecam spacer wzdłuż kanału do majestatycznego budynku Molino Stucky (obecnie hotel Hilton). Gdybym miała koniecznie wysłać gdzieś osobę odwiedzającą Wenecję – wysłałabym ją po prostu na spacer.

Mam kilka ulubionych tras, które jeszcze długo mi się nie znudzą i o każdej porze roku zachwycają na nowo.

Dzielę się nimi w mojej książce, żeby nawet będąc w Wenecji na chwilę, każdy poznał to miasto od najprzyjemniejszej strony.

Wenecja jest pełna ukrytych skarbów: jeśli nie zatrzymujesz się co 10 sekund (oczywiście przesadzam), żeby podziwiać widok, to tak naprawdę jej nie doceniasz. Chciałabym zdradzić więcej sekretów, ale kto wtedy kupiłby książkę? By zobaczyć Wenecję z innej perspektywy, warto kupić Wenecja, moja miłość. Zakochany przewodnik po mieście.

M.L.S. Porozmawiajmy więc chwilę o Pani książkach, gdyż obecna Wenecja to już kolejne Pani dzieło…

R.P. Pomysł na napisanie książki tlił się w mojej głowie już od czasu, kiedy powstał blog, ale to za sprawą czytelników, którzy nieustannie powtarzali, że powinnam wszystko przelać na papier, zdecydowałam się ją napisać. Oczywiście, co innego chcieć, a co innego to zrealizować. I tak w 2020 roku z pomocą przyszło wydawnictwo Pascal, które wysunęło propozycję wydania książki o tematyce zbliżonej do tematyki mojego bloga. W ten sposób, po wielu wytężonych miesiącach intensywnego kreatywnego tworzenia, powstała moja pierwsza książka. Włochy. 111 przygód to realizacja jednego z moich celów oraz dziecięcego marzenia. Od zawsze byłam artystyczną duszą i marzyłam między innymi o tym, aby napisać książkę.

Druga to Jezioro Garda. 158 km tras, przysmaków i ciekawostek, pozycja niezbędna dla każdego, kto się wybiera nad jezioro Garda.  

Kolejną książką jest książka kucharska Mój apetyt na Włochy

Czwarta książka miała swoją premierę w grudniu i jest dostępna online.

Teraz na warsztacie mam piątą książkę, ale na razie nie zdradzam jej tytułu. Wszystkie książki są o Włoszech.

Każda z nich jest dla mnie ważna, wyjątkowa.

Kocham Włochy i próbuję zarazić czytelników tą moją pasją. Poniekąd moje życie galopuje od podroży do podróży i od jednej do drugiej książki. W tym momencie zbieram materiał do siódmej książki o wędrówkach.

Z każdej podróży przywożę mnóstwo zdjęć. Fotografowanie to kolejna moja pasja. Wracam z podróży i już marzę o następnej. Do każdej mojej wyprawy przygotowuję się bardzo starannie, ale pozwalam sobie na zaskoczenie, zanurzając się w świecie, przez który podróżuję.

Poznaję kulturę, historię, sztukę, kuchnię… Wiem, co chcę zobaczyć i dlaczego. Zwiedzam po swojemu, tworzę listę miejsc, które chcę zobaczyć. Chociaż słowo „zwiedzam” nie od końca oddaje to, co ja zawsze robię.  

Podróżuję, by uciec od rutyny, z ciekawości, nostalgii, odnaleźć ciszę, otworzyć oczy i serce, zostawić za sobą to, co zbędne, delektować się prostymi rzeczami, na nowo odkryć przyjemność spotkań i wymiany, poczuć się żywym i żyć chwilą, wzruszyć się…  

Staram się cały czas być w ruchu i nie zatrzymywać się w moich poszukiwaniach. Chcę, aby moje książki rozbudzały ciekawość odkrywania i eksplorowania Włoch.

Pisanie zawsze wiąże się z przygotowaniem materiałów, bo piszę książki oparte na własnym doświadczeniu, a to wymaga czasu i zdobywania wiedzy. Potem muszę to wszystko szczegółowo zaplanować niezależnie od tego, o czym piszę.  

Lubię planować. Dlatego nie ma dla mnie znaczenia, nad czym aktualnie pracuję. Piszę taką książkę, jaką sama przeczytałabym z przyjemnością i robię to najlepiej, jak potrafię. Dla mnie tworzenie książki to długi proces, by książka przybrała taką formę, w jakiej chcę ją widzieć.

Kiedy jestem w fazie twórczej, wiem, jak ustalić sobie harmonogram, systematycznie wstając wcześnie rano i kontynuując, aż wyznaczę sobie cel pisania.

Jestem stanowcza w jednej sprawie: piszę tylko wtedy, gdy czuję potrzebę przekazania czegoś i gdy jestem przekonana, że mam ku temu silną motywację. Nie lubię „przeciągać” tekstów, pisać bez powodu. Jeśli mam coś do powiedzenia, to w porządku; w przeciwnym razie czekam, aż pojawi się odpowiednia inspiracja. To jest mój sposób na pisanie.

W sumie do tej pory napisałam cztery książki. Biorąc pod uwagę realia wydawnicze, to wręcz błyskawiczne tempo!

M.L.S. Co jest w planach?

R.P. W planach mam mnóstwo książek, ale na razie buzia na kłódkę. Coś powinno zostać tajemnicą. Ważne, by było zdrowie i żeby los pozwalał realizować marzenia.  

M.L.S. Organizuje Pani kulinarne warsztaty we Włoszech. Jak zaczęła się ta przygoda? Jak to wygląda?

R.P. Zaczęłam organizować warsztaty ok. 10 lat temu, kiedy to po raz pierwszy odkryłam w sobie potencjał budowania życia na własnych zasadach. Najpierw były to warsztaty w studium kulinarnym we Wrocławiu. Następnie warsztaty w Toskanii. A teraz organizuję warsztaty w Este koło Wzgórz Euganejskich. Lubię pracę z ludźmi, a spotkania z nimi dają mi mnóstwo pozytywnej energii. Ponadto to również sposób na bezpośrednie poznanie moich czytelników na żywo. Moje warsztaty są doświadczeniem czysto włoskim i są sposobem na spersonalizowany pobyt we Włoszech. Bo według mnie kluczem do poznania kraju w najlepszym wydaniu jest wyjście poza to, co wygodne i przewidywalne.

Wiem, że większość osób nie lubi spędzać czasu w jednym miejscu podczas podróży i tak naprawdę największe przygody to czasem doświadczenie wszystkiego po trochu. Uważam, że bogaty kalendarz zajęć sprzyja trwałym relacjom i radosnym chwilom zabawy dla osób w każdym wieku. A mój nieszablonowy program daje wyjątkową okazję do poznania jeszcze bardziej włoskiej kultury.

W mojej ofercie nie pominęłam niczego, począwszy od warsztatów kuchni włoskiej, trekkingu pośród Wzgórz Euganejskich, zwiedzania prosciuttificio i degustacji szynki, dobrego włoskiego aperitifu, wycieczki po rybackim miasteczku Chioggia oraz wizyty na mojej ukochanej Pellestrinie, zwiedzania Wenecji poza szlakiem, kolacji w pizzerii, wieczoru we włoskim pubie, a także współtworzenia dobrej domowej włoskiej kuchni i domowego komfortowego zakwaterowania. To warsztaty dla tych, którzy, kochają Włochy i ich niepowtarzalną kuchnię. Uczestnicy warsztatów zawsze mi mówią, że wpuszczam ich na moment do mojego świata.  

Dlaczego w Este?

Bo tu jest mój własny raj. Tu mam upragniony spokój. Jako cel podróży Wzgórza Euganejskie są mało znane poza Włochami i to dobry powód, by spędzić tutaj wakacje. Obszar, gdzie piękno przyrody splata się z bogatą historią i dobrą kuchnią. W końcu gdzie indziej? Tu przecież znam każdy kamień.

Wzgórza Euganejskie to grupa wzgórz pochodzenia wulkanicznego, które wznoszą się zaledwie kilka kilometrów na południowy zachód od Padwy. Piękno moich wzgórz zainspirowało również wielu pisarzy, poetów i artystów, dzięki czemu powstały dzieła o nieocenionej wartości. To właśnie tutaj Petrarka schronił się pod koniec życia — tu spisał i zredagował dzieło swojego życia — Rerum Vulgarium Fragmenta, śpiewnik składający się z 366 wierszy napisanych dla Laury.

Na ostatnich warsztatach usłyszałam, że Toskania jest przereklamowana, że moje wzgórza są piękniejsze i przede wszystkim nieturystyczne.

Prawda jest taka, że budzę się rano z głową pełną pomysłów, i wszystkie chciałabym natychmiast realizować! Jednak nie wszystkie pomysły realizuję, z tak oczywistego powodu, jak chroniczny brak czasu. Ale obiecałam sobie, że zorganizuję warsztaty winiarskie w najbliższej przyszłości. Na początku 2025 roku zdałam egzaminy na sommeliera w największym stowarzyszeniu winiarskim na świecie AIS.

Aby wziąć udział w moich warsztatach, warto sprawdzić szczegóły na mojej stronie, na której można znaleźć aktualny program warsztatów, terminy i dostępność miejsc (liczba miejsc ograniczona do max. 10 osób).

M.L.S. Włochy potrafią zaczarować zatem na wielu polach…

R.P. Włochy to tętniąca życiem mozaika historii, kultury i naturalnego piękna, osadzona w sercu Europy. Urzekają głębokim połączeniem bogatej historii, zachwycających krajobrazów i niezrównanych tradycji kulinarnych.

Włochy to codzienny powód mojego zachwytu, tak obszerny, że niemal mnie pochłania i nie wiem, od czego zacząć. Jestem jak dziecko, które znalazło sekretne przejście w szafie prowadzące do Narni.

Zachwyt na sterydach.

Trzydzieści lat temu zdobyłam się na odwagę i zamieszkałam we Włoszech. Codziennie uświadamiam sobie, jak wielkie mam szczęście, że mieszkam w tak wspaniałym miejscu, w kraju tak bogatym w kulturę i tradycje!

I pomimo tych wszystkich niesamowitych lat (które dosłownie minęły z prędkością światła), wciąż codziennie na nowo zachwycam się pięknem miejsc, życzliwością ludzi i jakością życia oferowaną przez ten kraj!

Znalazłam tu wyjątkowych przyjaciół, nauczyłam się doceniać „proste” rzeczy, takie jak kieliszek dobrego wina na plaży, czy relaksujący spacer po malowniczej włoskiej wsi! Cóż więcej mogę powiedzieć, poza tym, że nigdy nie żałowałam opuszczenia Polski i wyjazdu do nowej ojczyzny. Nie wiem, czy moje życie byłoby tak satysfakcjonujące, gdybym nie opuściła Polski. Nie każdy, kto przyjeżdża tutaj, kocha ten kraj. Włochy mają swoje plusy i minusy tak jak każdy inny kraj na świecie. Zdaję sobie doskonale sprawę ze wszystkich negatywnych aspektów Włoch, w wielu dziedzinach i codziennie z nimi walczę, ale mimo to nie zmieniłabym tego miejsca na inne w świecie.

M.L.S. Życzę Pani jeszcze wielu uniesień duchowych i estetycznych we Włoszech oraz serdecznie gratuluję książki

R.P. Dziękuję bardzo.


Zapraszam Was na stronę autorki, gdzie zapoznacie się z wszystkimi książkami oraz warsztatami, które obecnie prowadzi:

https://www.kalejdoskoprenaty.com


Pani Renacie dziękujemy za egzemplarz recenzencki oraz poświęcony czas 🙂

error: Content is protected !!