RZYM – MIASTO ŻYWE

Rzym wydaje się miastem znanym i dobrze zbadanym. Miejscem, o którym wszystko wiemy i możemy już teraz tylko podziwiać. Jego starożytne artefakty otaczają nas zewsząd, a każdy z nich opowiada swoją historię. Czy jednak dobrze słuchamy?
KSIĄŻKI
Dwie książki. Dwóch autorów. Jedno miasto. Potęga, dziedzictwo, historia. Co jednak stało się z cesarstwem, którego początki okryte legendą w VIII wieku p.n.e., skończyły się wraz z nadejściem nowego średniowiecznego czasu? Czy Rzym żyje tylko swoją dawną potęgą, a my zatopieni w nim podążamy z zachwytem do jego wrót? Jak przekonuje nas L. J. Trafford: fakty doprawdy są dziwniejsze od fikcji. Świadczyć to tylko może o tym, że nasze wymyślone przez stulecia legendy oraz opowieści niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Wyobrażenia o wielkim Rzymie cesarzy zanikają we mgle dokumentacji oraz dokładnej analizie dzieł sztuki.


HISTORIA WIECZNEGO MIASTA
Thomas R. Martin, amerykański historyk znany szerzej z wielu publikacji o tematyce klasycznej, tym razem na warsztat powziął historię Wiecznego Miasta. Zgodnie ze swoją akademicką desygnacją powołuje się na źródła oraz literaturę przedmiotu, by ukazać świat, wokół którego narosło tyle niedomówień. Podążając śladem jego dociekliwych badań przemierzamy losy od niezwykle ważnych początków, gdzie na kształt późniejszej, rzymskiej cywilizacji mieli wpłynąć Grecy oraz Etruskowie, poprzez legendę o Romulusie i Remusie, republikę, cesarstwo, aż do podziału oraz wielkiego cesarza Justyniana w nowej stolicy – Rawennie. Uformowany nie tylko poprzez samo ukształtowanie geograficzne, ale co równie ważne – warunki historyczne czy społeczne, swą potęgę zawdzięczało dobrej organizacji oraz kulcie zarówno bogów jak i osobie cezara. Jak czytamy u Tytusa Liwiusza:
Bogowie i ludzie mieli dobre powody, by wybrać to miejsce na nasze miasto – wszystkie zalety czynią z niego najlepsze miejsce na świecie dla miasta, którego przeznaczeniem jest stać się wielkim.
Śledzimy tę historię w ciekawy sposób. Autor podzielił rozdziały w określonym układzie. Daty (tak zwane kalendarium) umieścił na początku, by już w późniejszej sesji zająć się opowieścią. Pisze wiele o społecznych, kulturowych, gospodarczych aspektach, by obiektywnie przyjrzeć się fenomenowi Rzymu. Pokazuje zalety oraz wady pewnych założeń. Nie boi się ukazać błędów Rzymian. Co dla nas ważne, wskazuje również artystyczne inspiracje. Wspomina o najważniejszych budowlach będących obecnie już zabytkami. To przecież dziedzictwo narodowe stanowi istotę tożsamości Rzymu. Czy miasto istniałoby bez Forum Romanum czy Panteonu?
STAROŻYTNOŚĆ
Dziś zwiedzając Rzym, kierujemy swe pierwsze kroki do Koloseum. Jego majestat i potęga sławiona od wieków nie przemijają. To o nim przecież pisał Lord Byron: szlachetny wrak, ruina doskonała.
A przecież wciąż do niego gonimy. Kamień na kamieniu, cegła przy cegle. Nie przetrwał w całości, gdyż Wespazjan postawił go na podłożu całkowicie do tego nie przystosowanym. Wiele pracy kosztowało osuszenie sztucznego jeziora Nerona. Mnóstwo finansów pochłonęły rozwiązania architektoniczne kanałów oraz sama konstrukcja. Jeśli przyjrzymy się zastosowanym rozwiązaniom, widzimy jak twórczo, a przede wszystkim matematycznie, musieli do tego podejść Rzymianie. Łuk wytrzymujący obciążenia. Cegła pozwalająca na delikatniejsze, różnorodniejsze rozwiązania. Wreszcie zaprawa cementowa, bez której nic nie dotrwałoby do naszych czasów. To niewątpliwie świadczy o potędze Rzymu i jego ówczesnych mieszkańców, ale także o wielkości architektury, dokonań w zakresie urbanistycznym. Ruiny będące pozostałością ich wielkości, którymi zachwycał się Giovanni Battista Piranesi, nie są tylko gruzowiskiem. Romantyzm na nowo rozbudził miłość do starożytności. Ruiny zyskały status piękna.

ŻYCIE W RZYMIE
Jednak co z prawdziwym życiem? Rzymianie pozostali dla nas niczym z obrazów Henryka Siemiradzkiego czy Nicolasa Poussin’a? Stajemy przed pytaniami, na które po części znajdujemy odpowiedź w książce L. J. Trafford. Autorka przybliża nam czasy z końca I wieku n.e.
Ciekawy sposób narracji zabarwiony humorem sprawia jednak, że książka kierowana jest do czytelnika mniej wymagającego, a może po prostu młodszego. Wraz z dwójką bohaterów przemierzamy ulice Rzymu, by choć na chwilę poczuć się jak jego mieszkańcy (acz tylko literacko).
Autorka naprawdę z dużą dozą uśmiechu i lekkością wypowiedzi przeprowadza nas po realiach życia – od ogólnych założeń funkcjonowania starożytnej metropolii, poprzez jej struktury społeczne, aż do jednostki w rodzinie. Mogą Was niektóre rzeczy zaskoczyć, a nawet oburzyć (np. traktowanie nowonarodzonych dzieci). Niejednokrotnie zadacie sobie pytanie, jak to się stało, że udało im się podbić pół świata? Jednak ta lektura przybliży Was do starożytnego Rzymu. Powinna stać się punktem wyjścia. Iskrą, która pozwoli Wam szukać dalej, dowiadywać się więcej. Postrzeganie cywilizacji, która ukształtowała poniekąd pół Europy, powinna być nam znana nie tylko z podręczników szkolnych czy filmów.
INNE SPOJRZENIE
Wymienione pozycje literackie całkowicie odmienne podchodzą do tematu. Szukają innych rozwiązań badawczych oraz form przekazu. Korzystają z odrębnych źródeł. Stają na dwóch krańcach badań merytorycznych. Mimo to łączy je chęć poznania, zakosztowania wiedzy. Absolutnie jednak nie wyczerpują tematu. Na pewno wymagają od czytelnika pewnego stopnia zaangażowania. Pokazują aspekty tworzenia się i funkcjonowania starożytnego Rzymu.
Dla dociekliwych to za mało. Jednak stanowią dobry punkt wyjścia do dalszej kwerendy…
Za książki Thomas R. Martin. Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana oraz L. J. Trafford, Jak przeżyć w starożytnym Rzymie dziękujemy Wydawnictwu Poznańskiemu.



