KSIĄDZ PROFESOR WITOLD KAWECKI O ARTEMIZJI ORAZ…

O malarstwie włoskim można z Księdzem Profesorem rozmawiać godzinami. Sztuka Italii i jej piękno nie jest mu obce. Z drobiazgowością przegląda archiwa czy też muzealne sale. Szuka, pyta, czyta. Dzięki jego wytrwałej pracy, a przede wszystkim ogromnej pasji możemy delektować się literaturą przejrzystą, mądrą oraz pięknie wydaną.

Ksiądz Profesor Witold Kawecki – pisarz oraz specjalista z zakresu teologii moralnej i medioznawca, dyrektor Instytutu Wiedzy o Kulturze i wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autor między innymi Podróży po Włoszech z Artemizją Gentileschi, Tajemnice Caravaggia, Toskania, jakiej nie znacie.

Gość naszego ostatniego numeru SZTUKI ZAPISANEJ.KOBIECY DOTYK SZTUKI.

Zaprosiliśmy naszego rozmówcę do podzielenia się z nami swoją wiedzą o Artemizji – bohaterce jego książki, wielkiej malarski włoskiej, kobiety, która osiągnęła szczyty, a przy tym potrafiła walczyć o swoją godność, kobiecość, prawdę. Rozmawiamy jednak nie tylko o niej, bowiem świat sztuki skrywa wiele zdolnych kobiet…

Zapraszamy więc Was do lektury magazynu, który znajdziecie w księgarniach internetowych.

Dziś przedstawiamy fragment naszego wywiadu.

Magdalena Leszner-Skrzecz: Włochy to oddech sztuką. To kontakt z twórcami i ich dziełami. Przy tym tysiące lat historii oraz niesamowita przyroda. Tym razem wędrujemy po nich z kobietą, o której możemy powiedzieć, że za życia została legendą. Jak to się stało, że Artemizja Gentileschi jest naszym przewodnikiem po Italii?

Ks. Prof. Witold Kawecki: Artemizja zrodziła się w mojej myśli jakby naturalnie, dlatego że zajmowałem się przez 30 lat Caravaggiem. Fascynowała mnie jego sztuka. Jeżdżąc po świecie, studiując za granicą miałem łatwy dostęp do muzeów i galerii świata, do obrazów wprost. Również do sympozjów naukowych, litera­tury obcojęzycznej. W związku z tym Caravaggio zawsze chodził mi po głowie. Odwiedzałem go wszędzie, nawiedzałem wręcz. Jeśli poznawa­łem Caravaggia aż do tego, by narodziła się książka Tajemnica Caravag­gia (być może to jest moja najlepsza książka i lepszej już nie napiszę. Tak przynajmniej mówi część dziennikarzy) to trudno było nie widzieć obok Caravaggia – Caravaggionistów. Tych, którzy wyszli z jego szkoły, z jego mo­delu malowania, percepcji ludzi, świata oraz oczywiście teologii. Gdyż mówimy w dużej mierze o sztuce religijnej, choć nie tylko.

I tu pojawia się Artemizja Gentileschi. Skromna dziewczynka, potem kobieta wcale nieznana na świecie. Naturalnie prezentowała się jako kobieca wersja Caravaggionizmu. Trzeba było tylko czasu, by ona wypłynęła. Początkowo miał być tylko jeden rozdział o niej w książce Rzym moje miasto, ponieważ ona jest właśnie rodowitą rzymianką, co się rzadko zdarza. Pasowała mi bardzo do tej książki. Jednak widząc ogrom materiału, co więcej ciekawość tego materiału, powiedziałem sobie, że nie spalę tego tematu. To był materiał na osobną książkę. I to tak wielką, że wyszło 512 stron. Rzeczywiście tutaj też musiałem wprowadzić pewien limit.

Artemizja wyszła więc z twórczości Caravaggia. Jednocześnie uświadomiłem sobie ważną rzecz. Badając jej twórczość, odwiedzając miejsca, gdzie te obrazy się znajdują, przeglądając literaturę – głównie światową, bo pol­skiej praktycznie nie ma, doszedłem do wniosku, że ona jest po prostu dobra, bardzo dobra. Jest szanowana. Przyszedł jej czas na popularność. Ze względu na wszelkie okoliczności nadeszła dla niej złota epoka. O czym świadczą choćby wystawy w tych wielkich librerie włoskich.

Jak jestem tam to widzę trzy, cztery książki o Artemizji. Stoją na głównym miejscu na wystawie, w witrynie, a więc lansują ją. Jest obecnie w modzie. Dlatego też zająłem się właśnie nią.

M.L.S. Czytając książkę i zapoznając się z kolejnymi pracami, widzimy niesamowity postęp artystyczny, rodzące się mistrzostwo, a przy tym determinację oraz ogromną pasję. Od samego początku miała jednak swój styl. Jak możemy scharakteryzować prace malarki? Dlaczego jej obrazy były wyjątkowe i wciąż są dla nas aktualne?

W.K. To jest dobre pytanie i trudne zarazem powiem szczerze. Tak najłatwiej byłoby ją sklasyfikować jako córkę, która przyjęła szkołę swojego ojca. Mówimy tutaj o malarstwie bardziej toskańskim. Rzym jeszcze takiej szkoły nie stworzył. Przechwycił bardzo wielu artystów z Toskanii i to był właściwie styl malarstwa toskańskiego, który można by było skonfrontować ewentualnie z malarstwem północy, czyli powiedzmy szkoła lombardzka, wenecka później, i tak dalej. Tutaj jest taka jakaś różnica, ale też nie do końca aż taka uchwytna dla zwykłego śmiertelnika. Więc po ojcu powinna przyjąć ten styl toskański i pewnie w jakimś sensie go przyjęła, ale bliżej jej było do takiej ekspresji kolorystycznej, dramaturgii, reali­zmu, a nawet naturalizmu, który reprezentował Caravaggio. To jest jednak ta hi­storia Szkoły Weneckiej, której Giorgione był fundamentem, na której budował Tycjan, Tintoretto, Carpaccio i wielu innych. Wydaje mi się, że Artemizji odpowiadał ten styl ze względu na jej charakter, na jej historię życia, na jej drama­turgię życia. Odpowiadał jej ten expressis verbis realizm, nawet jeśli był niekiedy brutalny.

Weszła praktycznie w dwa kanały tematyczne: biblijny oraz mitologiczny. Jeden i drugi świetnie się nadawał, by operować kobiecością, co było dla niej bliskie oraz relacją damsko-męską pozytywną i negatywną. Ona właściwie z tego nigdy nie zrezygnowała. Wszędzie jest w jej twórczości historia par różnego rodzaju, zarówno biblijna jak i powiedzmy mitologiczna, która pokazuje złożoność relacji damsko-męskich, napięcia, gry. To wszystko, co istnieje w związku damsko-męskim.

A przy okazji jeszcze bardzo się obnażała. Lubiła też obnażać nagość. Lubiła eksponować cielesność kobiecą, a także podkreślać ją dość obficie w swojej twórczości. Pytanie czy to była świadoma pro­wokacja dla świata mężczyzn, czy tylko zainteresowanie kobiecą anatomią?      Co ona o sobie myśla­ła? Jak siebie widziała? Na pewno była 100 % kobietą. Myślała na pewno jak kobieta, miała swoją kobiecą logikę. Doskonale znała świat mężczyzn i wiedziała, jak ich zakręcić koło palca. Widać to w wielu eta­pach jej życia. Występuje w pewnym momencie – w okresie neapoli­tańskim – z prośbą, by jakiś ksiądz, zakonnik stał się jej bodygardem, ochroniarzem. I taką prośbę oczywiście skierowaną do Watykanu wy­słała. Jaką ona miała czelność i odwagę poprosić duchownego o ochro­nę, w tamtych czasach jeszcze. Proszę zobaczyć, jaka to była awangar­da! Jaka ona była, nie chcę powiedzieć bezczelna, ale momentami też chyba taka bywała, prowokująca, wymagają­ca. Jak się szano­wała i stawiała warunki. Była to kobieta moc­na.

Cały wywiad w magazynie SZTUKA ZAPISANA. KOBIECY DOTYK SZTUKI...


Dziękujemy Księdzu Profesorowi za poświęcony nam czas oraz Wydawnictwu Jedność za egzemplarze recenzenckie.

Polecamy także inne pozycje Księdza Profesora, które można nabyć w Wydawnictwie JEDNOŚĆ


error: Content is protected !!